Mistrz reportażu 0
Mistrz reportażu

Wejherowski Gryf Literacki

Mistrz reportażu

 

15 marca 2018 roku w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Aleksandra Majkowskiego w Wejherowie, podczas uroczystej gali wręczono nagrodę „Gryf Literacki 2017”. Do tegorocznego konkursu zgłoszonych zostało aż 36 publikacji związanych z powiatem wejherowskim. Nagrodzona została książka „Drogą Do Nieba Śladami Remusa” Edmunda Szczesiaka. Wyróżnione zostały dodatkowo publikacje: „Rómka & Tómka przecywiónka: felietónë pòzebróné” Tomasza Fopke i Romana Drzeżdżona, a także fabularyzowany komiks historyczny „Las Piaśnicki” Tomasza Meringa.

Podczas uroczystej gali, fragmenty nagrodzonych utworów odczytali członkowie bibliotecznej grupy teatralnej „Errata”. Miałem także zaszczyt zaprezentować wykład laudacyjny. Edmund Szczesiak to mój dawny szef z „Pomeranii”, przyjaciel i niedościgniony mistrz reportażu.

Poniżej można zapoznać się z treścią wygłoszonej laudacji:

 

Edmund Szczesiak – Kaszuba, dziennikarz, reportażysta i wykładowca

 

Urodził się w roku 1942 w Brodnicy nad Drwęcą. Jego ojciec Wincenty, przedwojenny księgowy Towarzystwa Akcyjnego Bazar, ostoi polskości w walce gospodarczej z pruskim zaborcą, ostrzeżony w grudniu 1939 roku, że Niemcy zamierzają go aresztować, wyjechał z Kartuz z żoną Agnieszką w swoje rodzinne strony i tam się ukrywał. W 1943 roku matka Edmunda Szczesiaka z rocznym synem wróciła do swego rodzinnego miasta – Kartuz. W Kartuzach Edmund dorastał, skończył Szkołę Podstawową i Liceum Ogólnokształcące im. Hieronima Derdowskiego. Kartuskie liceum dało mu bardzo dobre podstawy humanistyczne, które okazały się niezwykle przydatne w późniejszej pracy dziennikarskiej. Do tego zawodu wiodła jednak długa droga.

W młodzieńczych latach był wielkim miłośnikiem przyrody, wychował się w sąsiedztwie lasu i jezior, dlatego też wybrał studia leśnicze w Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu. Z powodów zdrowotnych musiał jednak przerwać naukę na wielkopolskiej uczelni i powrócić do Kartuz. Dziś, chciałoby się powiedzieć: na szczęście!

Ciągnęło go do pisania. W styczniu 1962 roku, będąc świadkiem na ślubie swej kuzynki Renaty z Wojciechem Kiedrowskim, poznał znanego na Pomorzu pisarza i dziennikarza – Lecha Bądkowskiego.Zapytał się Bądkowskiego, co zrobić, aby zostać dziennikarzem? Odpowiedź była zaskakująca: „Najlepiej, tak jak ja, skończyć dwa fakultety”. Zrozumiał wówczas, że liceum to zbyt mało, aby mógł spełnić swoje marzenia. Tym razem wybrał pomorską uczelnię – Politechnikę Gdańską - Wydział Budownictwa Wodnego. Rodzina nie traktowała poważnie jego planów dziennikarskich, twierdząc, że to niezbyt pewne zajęcie i będzie to mógł robić dodatkowo. Na trzecim roku studiów zobaczył ogłoszenie o seminarium dziennikarskim. Na uczelniach politechnicznych prężnie działało wówczas ogólnopolskie pismo „Politechnik”. Postanowiono pozyskać nowe pióra dla jego gdańskiego oddziału. Zgłosiło się około dwustu osób. Zajęcia były intensywne, prowadzili je wybrzeżowi dziennikarze. Od początku fascynował go reportaż, pisanie oparte na faktach, ale zarazem najbliższe literaturze, gdyż w największym stopniu korzystające ze środków prozy artystycznej.

I tak w 1967 roku rozpoczęła się praca w redakcji „Politechnika”. Pierwszym tematem, który zaproponował i który zaakceptował szef oddziału, był materiał o Klubie Studenckim Pomorania. Artykuł ukazał się na stronach ogólnopolskich i spotkał się z dobrym przyjęciem czytelników. Później przyszedł czas na kolejne teksty związane ze sprawami studenckimi. Były na tyle dobre, że zamieszczano je na pierwszych stronach wydania ogólnopolskiego.

Praca dziennikarska na tyle go wciągnęła, że wiedział już, że po studiach nie pozostanie w zawodzie inżynierskim. Normą w czasach PRL-u było to, że młody inżynier przez trzy lata po zakończeniu studiów musiał pracować w wyznaczonym zakładzie pracy, aby spłacić stypendium. I tak nasz laureat rozpoczął pracę w Gdańskich Okręgowych Zakładach Gazowniczych w Gdańsku. W dalszym ciągu pracował w oddziale „Politechniku” – jako sekretarz redakcji. W tym czasie rozpoczął współpracę z „Głosem Wybrzeża”. Przełom w życiu zawodowym Edmunda Szczesiaka nastąpił niebawem. Dziś, po latach można ten fakt przytoczyć jako anegdotę: pewnego dnia został wysłany z gazowni na ul. Kołobrzeską w Gdańsku. Stojąc nad wielką dziurą w ziemi, gdzie znajdowała się ogromna rura gazownicza spotkał red. Tadeusza Kutę z „Głosu Wybrzeża”, który mieszkał na Przymorzu i akurat szedł na przystanek SKM-i. Kuta zapytał zdziwiony: „Co pan tutaj robi?”. Stoję i patrzę w dziurę. „A co pan tam widzi?” Nic – odpowiedział. „Tak dalej być nie może, proszę jutro zgłosić się do mnie do redakcji”.

I tak został etatowym pracownikiem „Głosu Wybrzeża”. Problemem stało się uwolnienie z trzyletniego stażu w gazowni.Z pomocą przyszedł redaktor naczelny „Głosu Wybrzeża” Stanisław Celichowski, który doprowadził do tego, że stypendium młodego inżyniera wykupiła RSW Prasa-Książka-Ruch, W redakcji trafił do Henryka Galusa, który był kierownikiem działu oświatowego. Praca była niezwykle żmudna i absorbująca, w pierwszym roku spędził 51 niedziel w pracy. To jednak nie wystarczało, chciał jednak tworzyć reportaże. Pewnego dnia zgłosił się do niego nieznajomy człowiek z Malborka, który przyszedł z ciekawym tematem: nadużycia władzy partyjnej na szczeblu powiatowym w Malborku. Po opublikowaniu tekstu zrobiła się afera, ale jednocześnie Edmund Szczesiak został przypisany do sobotniego, magazynowego wydania „Głosu”, gdzie mógł zajmować się już tylko reportażami. Opisywał wiele kontrowersyjnych spraw. Przez takie reportaże miał wiele problemów, ale taki jest żywot dziennikarzy, którzy nie boją się dotykać trudnych tematów. Reportaż był w tamtym czasie gatunkiem, który pozwalał najwięcej powiedzieć, choć często trzeba było to czynić w sposób metaforyczny.

Po czterech latach pracy w dzienniku przeszedł do „Tygodnika Morskiego”, aby tam z gronem kolegów wywodzących się głównie z „Politechnika” przygotować nowy, ogólnopolski tygodnik „Czas”. Publikował także w innych czasopismach ogólnopolskich: „Życiu Literackim”, „Literaturze” „Kulturze” i „Polityce”. W tym ostatnim jego opiekunem była legenda polskiego reportażu Hanna Krall. W 1973 roku wygrał konkurs „Polityki” na reportaż, ale do jego druku nie dopuściła cenzura (bohaterem był stoczniowiec Henryk Lenarciak, członek komitetu strajkowego w grudniu 1970 roku). W 1979 roku ukazała się pierwsza książka laureata: zbiór reportaży pod wymownym tytułem A może lubi pan walkę? W tymże roku opublikował w „Polityce” głośny reportaż „Przylepność” – o aferze, w którą zamieszani byli dwaj prominentni wybrzeżowi działacze partyjni.

Podczas polskiego Sierpnia był współautorem pierwszej ogólnopolskiej relacji ze Stoczni Gdańskiej. W 1981 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego, jego macierzyste czasopismo „Czas” zawieszono, a następnie zlikwidowano. Piętnastu dziennikarzy tego tygodnika zostało pozbawionych prawa wykonywania zawodu dziennikarskiego. Jedenastu z nich, w tym Szczesiak, zaprotestowało przeciw bezprawnemu charakterowi weryfikacji i odmówiło rozmowy z komisją, która ją przeprowadzała. Odmowa ze strony dziennikarzy w praktyce równała się z utraceniem prawa do wykonywania zawodu dziennikarza.

W czasie stanu wojennego zawieszone było także wydawanie „Pomeranii”. Kolejny numer ukazał się dopiero w lutym 1983 roku. Jego redaktor naczelny Wojciech Kiedrowski wbrew zakazom władzy zatrudnił w redakcji dwóch dziennikarzy szykanowanych przez władze: Zbigniewa Gacha i Edmunda Szczesiaka. „Pomerania” stała się w tym czasie swoistą enklawą wolności, ale jej działanie było utrudniane przez zmniejszanie nakładu, ingerencje ze strony cenzury i różnego typu szykany. Warto przypomnieć, że w Trójmieście „Gwiazda Morza” i „Pomerania” były jedynymi pismami zaznaczającymi ingerencje cenzury. W tym miejscu Edmund Szczesiak opublikował wiele ważnych tekstów – w 1984 roku relację z pogrzebu Lecha Bądkowskiego, w której cenzorzy usunęli wszystkie informacje dotyczące uczestnictwa w tej uroczystości Lecha Wałęsy, a w 1987 roku relację z pielgrzymki Jana Pawła II na Pomorzu. Własną relację z tego wydarzenia zamieściła wówczas jedynie „Pomerania”. Niektóre teksty Edmunda Szczesiaka były blokowane przez cenzurę, np. wywiad z późniejszym marszałkiem Sejmu RP – Andrzejem Stelmachowskim, wówczas związanym z Fundacją Rolniczą przy Episkopacie Polski.

Dość późno zaczął uprawiać reportaż, którego akcja działaby się na Kaszubach. W referacie wygłoszonym w latach 70. podczas Spotkań Publicystycznych mówił, że Kaszuby nie za bardzo nadają się do tego gatunku, bo są… za dobre. Za mało tu konfliktów i starć. A kierował się myślą ks. Jana Twardowskiego, że „zło jest krzykliwe, a dobro nudne”. Ale jeszcze w latach 70. zdał sobie sprawę, że Kaszuby to jednak kopalnia ciekawych tematów i niekoniecznie musi to być zawsze ukazanie problemu poprzez konflikt, a i te idealizowane Kaszuby też nie są takie, jak za czasów jego młodości.

Reportażem osadzonym w realiach Kaszub zajął się w dużej mierze pod wpływem Wojciecha Kiedrowskiego oraz udziału właśnie w Spotkaniach Publicystycznych. Mimo że wychował się w Kartuzach, przez lata nie miał świadomości, że kaszubszczyzna jest ważna. W uświadomieniu sobie tego pomógł mu Wojciech Kiedrowski, służąc swą bogatą biblioteką oraz kontaktami na Kaszubach.

W latach osiemdziesiątych powstał cykl „Śladami Remusa”, który przysporzył naszemu laureatowi ogromnej popularności wśród miłośników „Pomeranii”. W ankiecie przeprowadzonej wówczas wśród jej czytelników Edmunda Szczesiaka wskazano jako najchętniej czytanego autora. Wspomniany cykl nawiązywał do epopei kaszubskiej Żëcé i przigòdë Remùsa. Reportażysta podążał śladami jej tytułowego bohatera, tropiąc jego historię i ukazując, jak zmieniły się południowe Kaszuby przez ostatnie 100 lat. W 1996 roku zbiór tych reportaży został wydany (przez Oficynę Czec Kiedrowskiego) w postaci książki Mała Odyseja. Śladami Remusa. Druga część „Śladami Remusa. Drogą do nieba”, która jest głównym tematem naszego spotkania ukazała się w 2017 roku nakładem Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie oraz Wydawnictwa Region z Gdyni.

W 1987 gdy Wojciecha Kiedrowski udał się na dwuletni urlop, objął stery redaktora naczelnego. Przyjął tę funkcję z dużymi oporami, zawsze się bronił przed stanowiskami, chciał być wolnym reporterem, który w terenie szuka tematów.Od 1986 roku był współorganizatorem Spływu Kajakowego „Śladami Remusa”.Będąc w redakcji „Pomeranii”, współpracował także z Wydawnictwem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, pod jego redakcją ukazały się dwa zbiory reportaży: Suita kaszubska i Opowieść o trwaniu Kaszub. W 1987 roku Wydawnictwo Iskry opublikowało jego kolejną książkę, zbiór reportaży społecznych Znachor w bloku, za którą otrzymał ogólnopolską nagrodę im. Józefa Chałasińskiego oraz – jakże przez niego cenioną – nagrodę im. Lecha Bądkowskiego.

W 1989 roku został kierownikiem działu społecznego „Tygodnika Gdańskiego”. Wśród członków redakcji było sporo dawnych dziennikarzy „Czasu”. Dwa lata później został redaktorem naczelnym „Wieczoru Wybrzeża”, którym kierował do roku 1999.

W latach dziewięćdziesiątych ukazały się kolejne książki Edmunda Szczesiaka: Barwy Kaszub (1990), Kolce syberyjskiej róży (1990, wspólnie ze Stanisławem Janke), Wyspa jak marzenie (1996), wspomniana wcześniej Mała odyseja. Śladami Remusa (1996), Oni uzdrawiają (1998), Porwana (1999) i Jasnowidz z Człuchowa (2000).

W 2000 roku, wkrótce po zakończeniu pracy w „Wieczorze”, otrzymał propozycję ponownego poprowadzenia „Pomeranii” od ówczesnego prezesa ZKP Brunona Synaka, który namawiając go do objęcia tej funkcji i wspominając lata osiemdziesiąte, powiedział: Ma pan dług wobec „Pomeranii”. Dług spłacił, jak się później okazało, z nawiązką. W 2001 roku pismo miało spore trudności finansowe. Obcięto o połowę dotacje. Zrzekł się wówczas wynagrodzenia i był społecznym redaktorem naczelnym tego pisma. „Pomeranią” kierował do końca września 2001 roku. Zatrudnił się bowiem wówczas w „Dzienniku Bałtyckim”, co umożliwiło mu przejście na wcześniejszą emeryturę w roku 2002. W „Dzienniku” opublikował sporo reportaży na kaszubskie tematy. W 2004 roku zostały wydane przez Oficynę Czec w postaci książki Powtórka z miłości.

W 2009 roku kolejny raz objął stery „Pomeranii”, a na początku 2012 przekazał pismo w ręce Dariusza Majkowskiego. Nie zerwał jednak kontaktu z miesięcznikiem, jest członkiem jego Kolegium Redakcyjnego i nadal dzieli się z zespołem tworzącym „Pomeranię” swoim bogatym doświadczeniem.

Wspominając o jego pracy podczas ostatnich lat, nie sposób ograniczyć się do miesięcznika „Pomerania”. W 2004 roku ukazał się zbiór Kaszuby wołają nas, a w 2015 roku kolejna książka Rajska wyspa. Opowieść o Wielkim Ostrowie na jeziorze Wdzydze

Wydał także trzy książki związane z działalnością opozycyjną i ruchem solidarnościowym: Okno na wolność (2005), Borusewicz. Jak runął mur (2005) i My podziemni (2006).

Swoimi umiejętnościami dziennikarskimi i swoją pasją reporterską Szczesiak dzielił się także ze studentami: od 1995 roku kształcił przyszłych dziennikarzy na kilku trójmiejskich uczelniach. Wykładał w Wyższej Szkole Humanistycznej w Gdańsku oraz Uniwersytecie Gdańskim.

Tyle w dużym skrócie o naszym Laureacie, teraz chciałbym się odnieść do jego książki „Śladami Remusa. Drogą do nieba”, uhonorowanej dziś wspaniałym wyróżnieniem – Gryfem Literackim.

Nie ma ważniejszej książki w literaturze kaszubskiej jak powieść Aleksadra Majkowskiego Żëcé i przigòdë Remùsa. Nasz laureat wspomina, że przeczytał ją podczas jednej nocy, w akademiku studiując na Politechnice Gdańskiej. Książka, podobnie jak na wielu z nas, wywarła na nim ogromne znaczenie. Bo to faktycznie nie jest zwykła powieść. To księga wrażeń i olśnień jak pisał kiedyś świetny poeta Edmund Puzdrowski. Edmund Szczesiak nie przypuszczał wówczas, że do Remusa powróci wiele lat później, początkowo na łamach „Pomeranii”, a później na kartach Małej Odysei Śladami Remusa oraz drugiej części tej książki Drogą do nieba. Pozwólcie Państwo, że będę się odnosił do tych dwóch pozycji jako całości, bo tak to odbieram jako autochtoniczny mieszkaniec Kaszub. Powiem więcej, dziś te książki stanowią nierozerwalną całość z Remusem Majkowskiego. Są wspaniałym przewodnikiem po tej powieści jak i całym regionie. Ukazują jak zmieniły się Kaszuby przez blisko sto lat od ukazania się arcydzieła Majkowskiego. Mała Odyseja naszego laureata to także pewien wzorzec kaszubsko-pomorskiej szkoły reportażu – ucząć dziś młodych adeptów tego zawodu należy podawać te książki jako kanon reportażu, gatunku wymagającego, którego nie da się uprawiać za biurka, sięgając po informacje w internecie. Aby być w pełni reportażystą – trzeba udać się w drogę. I co najważniejsze – to spotkanie z drugim człowiekiem, ukazanie naszego regionu poprzez niezwykle ciekawe losy jego mieszkańców. Tu dochodzimy do sedna, bo przecież jak mawiał wybitny mediewista prof. Gerard Labuda, tłumacząc skomplikowaną historię i mapę Kaszub na przestrzeni wieków – nie będzie krainy kaszubskiej bez jej mieszkańców – Kaszubów. Dziś, w świecie globalizacji, świecie nowych technologii, z których czasem korzystamy w nieumiejętny sposób, zatracając to co najważniejsze – spotkanie i rozmowę z drugim człowiekiem, dzieło naszego laureata staje się jeszcze cenniejsze. Patrząc całościową na szeroko pojętą kulturę Kaszub jestem zwolennikiem takiej teorii, że najważniejsza jest kultura duchowa. Bo kim będziemy jako społeczność jeśli zatracimy nasze wartości? Mała Odyseja to w dużym uproszczeniu właśnie reportaż o kaszubskiej duszy, o tym co stanowi sedno tego regionu.

Pozwolę sobie wybiec lekko w przyszłość – książka naszego laureata nabierze jeszcze innego wymiaru po latach, kiedy zastąpią nas kolejne pokolenia. Teraz być może tego dostrzegamy w naszej gonitwie dnia codziennego, ale z pewnością będzie to wspaniały zapis odnoszący się do Kaszub przełomu XX i XXI wieku.

Drogi Laureacie – Edmundzie dziękujemy Ci za tak wspaniałe reportaże z Kaszub. Czekamy na trzecią część Małej Odysei. A więc czas udać się w drogę – na kaszubski szlak!

Andrzej Busler

Nagrodzony Edmund Szczesiak w otoczeniu włodarzy miasta Wejherowo oraz dyrektor Danuty Balcerowicz. Fot. Archiwum MBP Wejherowo

Wyróżnieni: Tomasz Fopke i Roman Drzeżdżon z przedstawicielami Starostwa Wejherowskiego oraz dyrektor Danuty Balcerowicz. Fot. Archiwum MBP Wejherowo

Miałem zaszczyt wygłosić laudację Edmunda Szczesiaka oraz w dużym skrócie odnieść się do jego dzieła. Fot. Archiwum MBP Wejherowo

Takie torty - tylko w Wejherowie! Fot. Archiwum MBP Wejherowo

Więcej zdjęć z uroczystości można znaleźć na stronie MBP Wejherowo:

galeria 1 - wejdź tutaj

galeria 2 - wejdź tutaj

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl