Przejdź do głównej treści
polski zł
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Darmowa przesyłka od 240 zł
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Twój koszyk jest pusty
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Ważna rocznica - Grudzień 1970 w Gdyni

Grudzień 1970

Grudzień 1970 w Gdyni – Czarny Czwartek i jego ofiary

 

W 2020 roku minęła pięćdziesiąta rocznica krwawych wydarzeń grudniowych, które rozegrały się w kilku miastach Pomorza – Gdańsku, Gdyni, Szczecinie oraz Elblągu. Grudzień 1970 na zawsze pozostanie jednym z najtragiczniejszych wydarzeń w powojennej historii polskiego Wybrzeża. Szczególnie dramatyczny przebieg miały wydarzenia w Gdyni, gdzie 17 grudnia wojsko i milicja otworzyły ogień do ludzi podążających rano do pracy. W mieście zginęło 18 osób, a wiele zostało rannych.

Grudzień ’70 w Gdyni jest jednym z tragicznych składników historii młodego miasta. Przypominam tę historię, korzystając z materiałów dziennikarki Wiesławy Kwiatkowskiej (1936–2006), która jako jedna z pierwszych zbierała relacje i walczyła o pamięć tej tragedii, oraz ze wspomnień uczestnika grudniowych wydarzeń – gdynianina pochodzącego z kaszubskiej rodziny, Jerzego Miotke. W 1970 roku był on 19-letnim pracownikiem Stoczni im. Komuny Paryskiej, a w późniejszych latach działaczem NSZZ „Solidarność”, samorządowcem, wiceprezydentem Gdyni oraz wiceprzewodniczącym Rady Miasta Gdyni.

 

Przyczyny Grudnia 1970

Przyczyny Grudnia 1970 były złożone. Kryzys gospodarczy i narastające niezadowolenie społeczne nakładały się na napięcia oraz walkę polityczną wewnątrz kierownictwa PZPR. W interpretacjach wydarzeń pojawiały się również tezy wskazujące, że część aparatu partyjnego mogła wykorzystać kryzys do odsunięcia dotychczasowego I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki i zmiany układu sił we władzach PRL. Nie wszystkie okoliczności polityczne Grudnia 1970 zostały jednak jednoznacznie wyjaśnione.

Bezpośrednią iskrą prowadzącą do wybuchu protestów była ogłoszona tuż przed świętami Bożego Narodzenia podwyżka cen wielu artykułów spożywczych. Towarzyszyły jej coraz poważniejsze problemy gospodarki socjalistycznej, zamrożone płace i narastające niezadowolenie społeczne.

 

Strajk w Gdyni

14 grudnia strajki robotnicze rozpoczęły się w Gdańsku, dzień później w Gdyni, a w następnych dniach objęły również Elbląg i Szczecin. Charakterystyczną cechą protestu gdyńskiego w jego pierwszym etapie był spokojny i zorganizowany przebieg, któremu towarzyszyło podpisanie porozumienia pomiędzy przedstawicielami władzy i robotników.

Gdyński protest został zainicjowany rankiem 15 grudnia przez robotników Stoczni im. Komuny Paryskiej, którzy ruszyli pochodem ulicami Polską, Chrzanowskiego, Portową i Świętojańską w stronę siedziby Komitetu Miejskiego PZPR przy ul. Władysława IV, gdzie obecnie znajduje się budynek ZUS. Śpiewali m.in. „Międzynarodówkę” i skandowali hasło „suche bułki dla Gomułki”, nawiązujące do niedawnych podwyżek cen.

Po drodze do protestujących przyłączali się pracownicy innych dużych zakładów – Portu, Stoczni Remontowej, Dalmoru, Unimoru, późniejszego Radmoru, oraz mniejszych przedsiębiorstw. Protest spotykał się z dużą akceptacją społeczną – wielu mieszkańców Gdyni otwierało okna i klaskało przechodzącym robotnikom.

Po dotarciu do siedziby miejskiej PZPR robotnicy żądali spotkania z I sekretarzem. Budynek partii był jednak pusty – partyjni sekretarze schronili się przed protestującymi w gmachu dowództwa Marynarki Wojennej przy Skwerze Kościuszki.

Tłum ruszył następnie pod Prezydium Miejskiej Rady Narodowej przy al. Czołgistów, czyli dzisiejszy budynek Urzędu Miasta Gdyni przy al. Marszałka Piłsudskiego. Przed gmachem zebrało się około 5–6 tys. protestujących. Ich delegacja została przyjęta przez przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Jana Mariańskiego, który podpisał wstępne porozumienie i obiecał przekazać żądania robotników wicepremierowi Stanisławowi Kociołkowi. Spotkało się to z zadowoleniem strajkujących, dając im złudne poczucie, że z władzą można prowadzić negocjacje.

Jan Mariański wiedział jednak, że w tym samym czasie na ulicach Gdańska trwały już gwałtowne starcia protestujących z milicją i płonął budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W Gdyni było to natomiast pierwsze w okresie PRL tak duże wystąpienie przeciwko komunistycznej władzy.

Wkrótce powołano Główny Komitet Strajkowy, który ulokował się w Zakładowym Domu Kultury przy ul. Polskiej. Jego przedstawiciele obradowali legalnie za zezwoleniem dyrektora Portu Zygmunta Rosiaka. Sytuacja zmieniła się kilka godzin później. O północy milicja przeprowadziła pacyfikację, a pobitych członków komitetu strajkowego przewieziono do więzienia w Wejherowie. Kolejne aresztowania odbywały się w mieszkaniach robotników.

Następnego dnia stoczniowcy nie podjęli pracy. Głównym żądaniem było uwolnienie aresztowanych. Delegacja ponownie udała się do Prezydium przy al. Czołgistów, a później do dowództwa Marynarki Wojennej, gdzie została przyjęta przez admirała Ludwika Janczyszyna i jego zastępcę do spraw politycznych Władysława Szczerkowskiego. Strajkujący ogłosili, że w przypadku nieuwolnienia aresztowanych następnego dnia załoga stoczni wyjdzie na ulice Gdyni.

Wokół stoczni rozlokowano już żołnierzy i transportery opancerzone. Ludność cywilna próbowała rozmawiać z żołnierzami i dzielić się z nimi żywnością. Wówczas nie przeczuwano jeszcze najgorszego. Po południu do wojska dołączyły oddziały milicji. W kolejnych godzinach wojsko zajęło stocznię, a w pobliskim porcie ulokował się sztab Marynarki Wojennej.

Ze Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego nadeszła wiadomość o zawieszeniu pracy w stoczniach. Mimo tego wieczorem wicepremier Stanisław Kociołek wygłosił w TVP Gdańsk przemówienie, w którym wzywał stoczniowców, aby następnego dnia przystąpili do pracy. Apel był później powtarzany.

Tego samego wieczora dyrekcja stoczni uruchomiła zespół mający informować robotników, że praca w zakładzie została jednak wstrzymana. Przekazanie tej informacji kilku tysiącom pracowników mieszkających nie tylko w Gdyni, ale również w sąsiednich miastach i wsiach, w większości nieposiadających telefonów, było praktycznie niemożliwe. W godzinach nocnych do Gdyni przybyły kolejne jednostki wojskowe wraz ze sprzętem.

 

Czarny Czwartek – 17 grudnia 1970 roku

Wczesnym rankiem 17 grudnia część stoczniowców, portowców i pracowników innych przedsiębiorstw podążyła na pierwszą zmianę do swoich zakładów. W okolicy przystanku SKM Gdynia Stocznia napotkali blokadę wojskowo-milicyjną zagradzającą dalszą drogę.

Przez megafony nadawano komunikaty nawołujące robotników do rozejścia się. Jednocześnie pociągi SKM dowoziły kolejnych ludzi, powodując coraz większy tłok i utrudniając wycofanie się zdezorientowanego tłumu. Około szóstej rano padły strzały. Rozpoczął się najtragiczniejszy dzień Grudnia 1970 w Gdyni.

Swoją drogę do pracy tego dnia tak wspomina Jerzy Miotke:

Ze Śródmieścia pojechałem w stronę stoczni autobusem linii 104, który dojechał zaledwie do Placu Konstytucji i nagle zakończył trasę, przez megafony słyszałem komunikat o zakończeniu podróży, co wprawiło mnie w zdziwienie, tym bardziej, że dzień wcześniej wieczorem słyszałem w telewizji wicepremiera Kociołka, nawołującego do stawienia się w zakładach pracy. Wśród około 100 osób spotkałem swego mistrza ze stoczniowego wydziału Włodzimierza Baczyńskiego oraz sąsiada z bloku Czesława Wójcika. Wspólnie z tłumem idziemy ul. Marchlewskiego (obecna ul. Janka Wiśniewskiego) w stronę stoczni.

Gdy jesteśmy około sto metrów przed wiaduktem, zatrzymuje nas potężny huk, a następnie serie z karabinów maszynowych. Wokół krzyk ludzi, strach i niepewność. Część osób próbuje się wycofać w stronę Dworca Głównego, ale wciąż dochodzą nowi, zdezorientowani, pchający się do przodu. Pamiętam, że doszedłem do wiaduktu, przesuwając się wzdłuż betonowego ogrodzenia, dającego jakąś ochronę. Stałem tam chyba pół godziny przypatrując się tej tragedii. Słyszałem okrzyki: „mordercy” i „gestapo”.

Pierwszych rannych i zabitych wywożą około 7.00, czyli godzinę od pierwszych strzałów. Część lżej rannych ucieka z pomocą innych w stronę Śródmieścia. Wśród nich jest kolega ze stoczni Tadeusz Królczyk, kadłubowiec, który ma otwarte rany obu goleni. Po jakimś czasie wracam znów ulicą Marchlewskiego do przystanku Gdynia Stocznia. Wokół krzyk, czasem płacz ludzki, wśród wielu osób widzę sporo kolegów stoczniowców oraz uczniów ze Szkoły Budowy Okrętów.

Około 8.30 wracam do Śródmieścia, widzę wiele karetek i samochodów osobowych, wiozących rannych w stronę Szpitala Miejskiego na placu Kaszubskim. Wokół zgiełk, huk petard, woń gazu łzawiącego i potęgujący się strach. W okolicy ul. 10 Lutego dostrzegam kilkusetosobową grupę, niosącą na białych drzwiach jednego z zabitych, widzę, że dwóch niosących to moi koledzy Jerzy Uszpik i Jerzy Wieczorek. Dołączam do nich. Będąc na wysokości siedziby Polskich Linii Oceanicznych próbuję oszacować wielkość tłumu – według mnie jest około tysiąca osób.

Kawałek za Kinem Warszawa pozostawiam tłum i idę do naszego rodzinnego domu przy ul. Abrahama, gdzie czeka na mnie przerażona matka, która przekazuje mi, że moje młodsze siostry: Krystyna i Maria oraz brat Lucjan nie wrócili ze szkół. Idę ich szukać, ale nie odnajduję żadnego z nich. W okolicy ul. Bema legitymuje mnie patrol milicyjny, który dopytuje się co tutaj robię? Odpowiadam zgodnie z prawdą, że matka kazała mi szukać młodszego rodzeństwa.

Jeden z milicjantów chwyta mnie za kark i dostaję dwa uderzenia milicyjną pałką. Staram się ratować mówiąc, że w pobliżu mieszka przy ul. Kilińskiego 2 moja ciotka Stefania Fudalewska. Milicjanci przepychają mnie w stronę tej ulicy, aż do wskazanego budynku, sprawdzając na liście lokatorów czy jest tam takie nazwisko. Na pożegnanie dostaję jeszcze raz pałką i stwierdzenie – „przyjechaliśmy aż z Elbląga tłuc chuliganów w Gdyni”!

Po południu wracam do domu, plecy bolą, ale raduję się, że rodzeństwo jest całe i zdrowe. Z okna mieszkania widzę na ulicach regularną bitwę i latające śmigłowce milicyjne, zrzucające petardy. Odgłosy zamieszek nie milkną do zmierzchu.

 

Jerzy Miotke podczas pochodu w Gdyni w Grudniu 1970 obok niesionego na drzwiach Zbyszka Godlewskiego

Jerzy Miotke idący w pochodzie, obok zabitego Zbyszka Godlewskiego niesionego na drzwiach. Archiwum IPN

 

Do dziś trudne jest precyzyjne odtworzenie wszystkich okoliczności pierwszych godzin tragedii w okolicy przystanku Gdynia Stocznia. Wojsko używało broni o dużej sile rażenia. Część pocisków odbijała się od betonowych elementów wiaduktu oraz bruku, powodując niezwykle niebezpieczne rykoszety.

 

Zbyszek Godlewski – symbol Czarnego Czwartku

Na wieść o tragicznych wydarzeniach w okolicy przystanku Gdynia Stocznia ze Śródmieścia ruszył tłum protestujących. Po dotarciu w okolice wiaduktu jeden z zabitych robotników został ułożony na drzwiach i poniesiony ulicami miasta na czele pochodu. Był to Zbyszek Godlewski – osiemnastoletni pracownik gdyńskiego Portu, który przeszedł do historii jako symboliczny Janek Wiśniewski.

Tłum podążył ul. Czerwonych Kosynierów, obecnie ul. Morską, tunelem pod dworcem, ulicami 10 Lutego i Świętojańską w stronę gmachu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, gdzie dwa dni wcześniej robotnicy podpisali porozumienie z przedstawicielami władz.

Uczestnicy demonstracji byli podczas marszu atakowani przez siły milicyjne. Pod gmachem Prezydium demonstranci zostali zaatakowani i rozproszeni przez oddziały ZOMO. W tym miejscu zginęły kolejne osoby. Budynek Prezydium stał się miejscem przetrzymywania i brutalnego traktowania zatrzymanych.

W ciągu dnia w różnych miejscach Gdyni formowały się kolejne pochody. Do historii przeszedł również jeden z nich, na którego czele dwie dziewczyny niosły transparent z wypisanym krwią napisem „krew naszych braci”. Kolejne tragiczne wydarzenia rozgrywały się m.in. w okolicy przystanku SKM Gdynia Wzgórze Nowotki, obecnie Gdynia Wzgórze św. Maksymiliana, oraz w rejonie ul. Śląskiej.

 

Ks. Hilary Jastak i pomoc dla ofiar

Do historii przeszła także biało-czerwona flaga, którą okryto ciało Zbyszka Godlewskiego. Pamiątka ta znalazła się później w Kaplicy Stoczniowców, Portowców i Ludzi Morza w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni.

Proboszczem parafii był ks. prałat Hilary Jastak, zwany Królem Kaszubów. Parafia NSPJ stała się miejscem wsparcia dla rodzin zabitych i rannych. Kościół był w tym czasie otwarty przez całą dobę. Organizowano pomoc duchową i materialną dla rodzin najbardziej dotkniętych tragedią.

20 grudnia 1970 roku ks. Jastak odprawił niedzielną mszę św. w intencji poległych na ulicach Gdyni. Przygotował również szczegółowy opis wydarzeń grudniowych, który przedstawił prymasowi Polski.

 

Po grudniowej masakrze

18 grudnia na ulicach Gdyni panowała martwa cisza. Wprowadzono godzinę milicyjną obowiązującą od godz. 17.00. Rodziny zabitych zmuszano do organizowania pogrzebów w godzinach wieczornych i nocnych. Odbywały się one na Cmentarzu Witomińskim oraz poza Gdynią – m.in. na gdańskim Srebrzysku, Cmentarzu Łostowickim i w Sopocie.

W kolejnych miesiącach rodziny ofiar i uczestnicy wydarzeń domagali się ujawnienia pełnej prawdy o liczbie zabitych i rannych oraz okolicznościach użycia broni. W marcu 1971 roku władze przeprowadziły ekshumacje części zabitych w Gdyni. Ich ciała przewożono do miejsc zamieszkania i ponownie grzebano. Władze starały się ograniczyć społeczną pamięć o grudniowej tragedii i utrudniały wyjaśnienie jej okoliczności.

Pomniki Ofiar Grudnia 1970 w Gdyni

Dziesięć lat później, 17 grudnia 1980 roku, na fali Polskiego Sierpnia w miejscu, gdzie wojsko i milicja strzelały do robotników idących do pracy, przy ul. Czechosłowackiej stanął Pomnik Ofiar Grudnia 1970, zaprojektowany przez artystę Stanisława Gieradę. Jego elementy wykonali robotnicy wielu zakładów pracy, w tym Stoczni im. Komuny Paryskiej.

 

Pomnik Ofiar Grudnia 1970 przy przystanku SKM Gdynia Stocznia

Pomnik Ofiar Grudnia nieopodal przystanku SKM Gdynia Stocznia. Fot. Andrzej Busler

 

Trzynaście lat później w pobliżu Urzędu Miasta Gdyni wzniesiono kolejny pomnik poświęcony grudniowej tragedii według projektu Ryszarda Semki, Sławoja Ostrowskiego oraz Jana Netzla – wieloletniego członka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Gdyni.

W powstanie pomnika mocno zaangażowany był Jerzy Miotke, który pełnił funkcję organizatora i kierownika budowy. Negocjował zgodę na ulokowanie pomnika z właścicielami placu przy al. Piłsudskiego – rodziną Trawińskich. Koordynował także prace prowadzone na terenie gdyńskiej stoczni – od zakupu nierdzewnych blach po skomplikowany transport ponad 25-metrowego krzyża ze Stoczni Gdynia i montaż konstrukcji przy pomocy dźwigów Mostostalu.

Sposób przewiezienia krzyża opracował stoczniowiec inż. Józef Lanc, znany również z działalności kaszubskiej w sąsiedniej Rumi. Dużym wsparciem dla projektantów w zakresie dokumentacji technicznej i koordynacji wykonawców był Jan Gawin z Urzędu Miasta Gdyni. Pomnik poświęcono 17 grudnia 1993 roku.

 

Pomnik Ofiar Grudnia 1970 przy alei Marszałka Józefa Piłsudskiego w Gdyni

Pomnik Ofiar Grudnia przy al. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Fot. Andrzej Busler

 

Wiesława Kwiatkowska i pamięć o Grudniu ’70

8 października 1990 roku rozpoczęło się śledztwo w sprawie Grudnia 1970. Przez kolejne lata nie udało się doprowadzić do pełnego rozliczenia osób odpowiedzialnych za tragedię.

Osobą, która poświęciła wiele lat życia przekazywaniu prawdy o Grudniu ’70 w Gdyni, była wspomniana na początku artykułu publicystka Wiesława Kwiatkowska – uczestniczka wydarzeń i autorka licznych materiałów dotyczących tej tematyki, przez lata szykanowana przez aparat komunistycznej władzy.

Jej drogę kontynuowała córka – badaczka i popularyzatorka dziejów Gdyni Małgorzata Sokołowska, publikując materiały dotyczące również Grudnia 1970. Jedną z ważnych publikacji poświęconych tej tematyce jest poszerzone wydanie książki Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni autorstwa Piotra Brzezińskiego, Roberta Chrzanowskiego i Anny Nadarzyńskiej-Piszczewiat, wydane w związku z 50. rocznicą Grudnia ’70.

Małgorzata Sokołowska zadedykowała ją dwóm osobom – swojej matce Wiesławie Kwiatkowskiej (1936–2006) oraz Adamowi Gotnerowi (1945–2020), który przeżył grudniową masakrę mimo odniesienia ciężkich ran w okolicy przystanku SKM Gdynia Stocznia.

Po latach wydarzenia grudniowe bywają czasem określane mianem „powstania grudniowego”. Określenie to nie oddaje jednak charakteru wydarzeń w Gdyni, gdzie wojsko i milicja otworzyły ogień również do ludzi podążających rano do pracy. Protest był buntem przeciwko warunkom życia i polityce komunistycznych władz, ale nie miał charakteru zorganizowanego powstania.

Andrzej Busler

 

Lista zabitych w Gdyni – Grudzień 1970

Brunon Drywa – pochodzący z Tuchlinka koło Sierakowic, lat 34, pracownik Portu.

Apolinary Łukasz Formela – ur. w Pucku, lat 20, pracownik Dalmoru.

Zygmunt Gliniecki – ur. w Gdyni, lat 15, uczeń Szkoły Podstawowej nr 7 w Gdyni.

Zbigniew Eugeniusz Godlewski – ur. w Zielonej Górze, lat 18, pracownik Portu.

Jan Kałużny – ur. w Sasinie, lat 21, pracownik Portu.

Jerzy Kuchcik – ur. w Racięcinie, lat 20, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Stanisław Lewandowski – ur. w Żagnie, lat 26, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Zbigniew Bogusław Nastały – ur. w Wejherowie, lat 17, uczeń Zasadniczej Szkoły Zawodowej Gdyńskiej Stoczni Remontowej.

Józef Pawłowski – ur. w Sukaczu, lat 24, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Ludwik Piernicki – ur. w Goręczynie, lat 20, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Jan Polechońki – ur. w Wojtkówce, lat 30, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Zygmunt Ryszard Polito – ur. w Gdyni, lat 24, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Stanisław Sieradzan – ur. w Gdyni, lat 18, uczeń Technikum Chłodniczego w Gdyni.

Jerzy Skonieczka – ur. w Gdyni, lat 15, uczeń Szkoły Podstawowej nr 32 w Gdyni.

Marian Wójcik – ur. w Łukaszówce, lat 33, pracownik Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Zbigniew Klemens Wycichowski – ur. w Gdyni, lat 20, pracownik Stoczni Marynarki Wojennej.

Waldemar Jerzy Zajczonko – ur. w Sopocie, lat 20, student Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego w Gdańsku.

Janusz Żebrowski – ur. w Lipińskiem, lat 17, uczeń II Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni.

 

Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni – okładka książki

„Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni” – obszerna publikacja wydana w 50. rocznicę masakry grudniowej.

Ulica Świętojańska w Gdyni w 50. rocznicę Grudnia 1970

Dekoracje na ulicy Świętojańskiej upamiętniające 50. rocznicę Grudnia 1970 w Gdyni

Ulica Świętojańska w Gdyni i wystrój przypominający o 50. rocznicy Grudnia ’70. Fot. Andrzej Busler

 

Więcej o Grudniu 1970 w Gdyni

Przeczytaj także: Wspomnienia z Grudnia 1970 – „Przeżyłem”.

Zobacz również: Ważna rocznica. Grudzień 1970.

Książki i publikacje poświęcone dziejom miasta znajdziesz w kategorii Historia Gdyni.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz