Gdyńskie dzielnice - Witomino

5
Gdyńskie dzielnice - Witomino

Gdyńskie dzielnice

Witomino

Na kolejne urodziny Miasta Gdyni przypadające 10 lutego, publikuję tekst związany z moją rodzinną dzielnicą ‒ Witomino, miejscem malowniczo położonym na wzgórzach morenowych (80‒115 m n.pm.) wśród pięknych lasów Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Moja rodzina zamieszkała w tym zakątku w 1931 roku, zasiedlając jeden z charakterystycznych domów u zbiegu ulicy Poprzecznej i Stawnej. Najstarsze materiały, przytoczone w tekście pochodzą w dużym stopniu z archiwów wydobytych przez dr. Tomasza Rembalskiego, który przez przeszło dekadę był także mieszkańcem Witomina. W 2018 roku mieliśmy okazję wspólnie poprowadzić jeden ze spacerów historyczno-krajoznawczych przybliżających tę dzielnicę Gdyni. Dwa lata później w 2020 roku witomiński spacer prowadziłem wspólnie z krajoznawcą, autorem wielu przewodników - Jarosławem Ellwartem. Kolejna część informacji, które przytaczam to wspomnienia i obserwacja zarówno moja jak i członków mojej rodziny, którzy w większości zakończyli już swoją ziemską drogę.

 

 

Pochodzenie nazwy i najstarsze dzieje

Historia osadnictwa na terenach obecnego Witomina sięga V-IV wieku p.n.e., świadczą o tym liczne znaleziska na tym terenie: ciałopalne groby skrzynkowe, popielnice twarzowe i ceramika. Nazwa Witomino pochodzi od słowiańskiego imienia osobowego Witoma (zdrobnienie od dwuczłonowego imienia Witosława, znanej postaci literackiej kaszubszczyzny – dawnego wcielenia Remusa). Pierwszy raz na ślad tego określenia natrafiamy w dokumencie z 31 października 1253 roku, wystawionym przez biskupa wocławskiego Wolimira, określającego zasięg oksywskiej parafii, poprzez wyliczenie należących do niej osad. Przynależność do parafii w Oksywiu pojawia się jeszcze w 1362 roku. W tym czasie Witomino składało się z co najmniej dwóch działów własnościowych. Pierwszy z nich, zachodni razem z sąsiednią osadą Skrobotowo dał początek późniejszej wsi Chwarzno. Druga, wschodnia część, składająca się z licznych przysiółków, w tym o nazwie Sugryno lub Suigrino (Świdrzyżo?), stanowił dzisiejsze Witomino. Przez długi czas miejscowość było posiadłością rycerską. Pierwszym właścicielem był rycerz Glabuna, wywodzący się z możnej rodziny pruskich emigrantów. W 1283 roku po jego śmierci, książę pomorski Mściwoj II darował tę część Witomina biskupowi wocławskiemu Albierzowi w zamian za dobra dziesięciny w ziemi gniewskiej. Prawdopodobnie darowizna nie doszła jednak do skutku, bo kolejnym właścicielem Witomina był bratanek Glabuny – Dziwan Wajsylewic, który w 1285 roku wszczął bunt przeciwko księciu Mściwojowi II, za co został pozbawiony swych dóbr. Do 1292 roku Witomino znajdowało się w rękach książęcych, a następnie zostało nadane rycerzowi Janikowi, siostrzeńcowi Sulisławy, żony księcia Mściwoja II. W rękach spadkobierców Janika, miejscowość pozostawała przez cały XIV wiek. W 1324 roku jej właścicielem został rycerz Godko. W 1359 roku majątek przeniesiono na prawo chełmińskie, jako właściciel wymieniony jest rycerz Ambroży, na którym spoczywał obowiązek służby wojskowej na koniu, budowanie nowych i odbudowa starych zamków oraz łamanie lodu na fosie wokół nich. Dopiero w dokumentach z XV wieku dowiadujemy się o powierzchni Witomina, wynosiła ona 40 łanów (około 700 ha). Ostatnim prywatnym właścicielem miejscowości był Mikołaj Kropelnau, który w 1419 roku sprzedał majątek klasztorowi Św. Brygidy z Gdańska. W rękach brygidek Witomino pozostawało do sekularyzacji klasztoru w 1775 roku. W czasach władania majątkiem przez siostry z Gdańska, obszar ziemi uprawnej Witomina zmniejszył się prawie czterokrotnie. Istnieją legendy mówiące o istnieniu kaplicy dworskiej, założonej przez brygidki. Nie potwierdzają tego źródła historyczne. Prawdopodobnie mniszki z Gdańska nie sprawowały bezpośredniego nadzoru nad swymi dobrami w Witominie, czyniły to raczej przez swych administratorów bądź dzierżawiły majątek. Na te ślady natrafiamy w opracowaniach Franza Schultza, według nich w 1585 roku dzierżawcą Witomina był niejaki Lubocki. W 1594 roku w dokumentach pojawia się zapis o dzierżawie folwarku Witomino czterem mieszczanom gdańskim – Grzegorzowi Neumanowi, Hieronimowi Schteffesowi, Janowi Rischerssowi i Albrechtowi Schulzowi. W 1662 roku w Witominie mieszkało 41 osób powyżej dziesiątego roku życia. We wsi był dwór i karczma, mieszkali tutaj: rataj, owczarz, zagrodnicy Konnka i Paweł oraz chłopi o imionach: Tomek, Wojtek i Maciej. Była też chałupa zwana Zawadą, którą zasiedlało dwóch mężczyzn i dwie kobiety. W 1772 roku znajdował się tutaj 6-łanowy folwark, zamieszkały przez 33 osoby, w którym pracowały cztery rodziny zagrodników: Marcina Szczypiora, Michała Pobicka, Franciszka Szczypiora i Jana Schultza. Dzierżawcą majątku był Michał Klein, a funkcję sługi leśnego pełnił Wawrzyniec Bachem.

Po sekularyzacji klasztoru brygidek, witomińskie dobra przeszły w posiadanie króla pruskiego, a następnie zostały podzielone. Lasy włączono do utworzonego rewiru leśnego (Forst Revier Wittomin), a folwark dalej dzierżawiono. Od 1775 roku jego dziedzicznym dzierżawcą był sołtys gdyński Jerzy Blumhoff. W protokole wizytacyjnym biskupa Rybińskiego z 1780 roku znajdujemy informację, że Witomino znajdowało się w posiadaniu Bernardyny Przebendowskiej z Kolibek – wdowy po Józefie. W odniesieniu do wcześniejszej informacji wydaje się to błąd biskupiego pisarza. W 1781 roku Witomino zamieszkiwało 30 katolików i 7 innowierców. W 1796 roku dziedzicznym dzierżawcą wsi został radca sądowy Gottfrier Reineck. W 1820 roku liczba mieszkańców zwiększa się do 77 (39 katolików i 38 ewangelików). Miejscowość jest wówczas siedzibą królewskiego podleśnictwa. Po śmierci Reinecka majątek przejęła jego żona, a następnie Görtz i Paulina Görtz, od 1847 roku Schulz, od 1852 dzierżawcą był Georg Wienecke, a od 1880 roku Friedrich Wienecke. Łączny obszar majątku w tym czasie to 191 ha, w tym 170 ha gruntów ornych, 15 ha łąk i przeszło 2 ha lasu. Według spisu z 1874 roku miejscowość jest zamieszkiwana przez 74 osoby. W końcu XIX wieku folwark witomiński specjalizował się w hodowli bydła mlecznego. Kolejnymi posiadaczami Witomina w końcu XIX i początkach XX wieku byli Fritz Boelcke i Friedrich Bölcke. W tym czasie majątek zamieszkiwało 54 Polaków i 27 Niemców. W 1905 roku ich liczba zwiększyła się do 100 osób. Cztery lata później Witomino jest dzierżawione przez Richarda Drägera. Administracyjnie miejscowość podlegała pod obwód – wójtostwo Wielki Kack. Od XIII wieku do początków międzywojnia Witomino znajdowało się w obszarze najstarszej gdyńskiej parafii pw. Św. Michała Archanioła na Oksywiu, oddalonego o blisko dziesięć kilometrów.

W II RP

Po I wojnie światowej i traktacie wersalskim w 1920 roku, Witomino przeszło na własność polskiego Skarbu Państwa. Pierwszym dzierżawcą folwarku, położonego pomiędzy dzisiejszymi ulicami: Małokacką, Konwaliową i Rolniczą był komandor Konstanty Jacynicz. Według księgi adresowej z 1923 roku majątek obejmował 191 ha. W latach trzydziestych XX wieku dzierżawcą Witomina był Franciszek Skoraczewski, a po jego śmierci Józef Górski. Do czasów II wojny światowej w okolicy ulic Rolniczej i Konwaliowej funkcjonował XIX wieczny dwór. W skład zabudowań gospodarczych wchodziły: stodoła, obora, świniarnia, kuźnia i spichlerz. Nieopodal kuźni nad stawem był sad, a po drugiej stronie obecnej ul. Rolniczej (dawniej Dworskiej) stały dworskie czworaki.

Zabudowania nieistniejącego folwarku witomińskiego. Fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.

W 1926 roku Witomino stało się przedmiotem zainteresowania władz powstającego miasta Gdyni. Pierwsza decyzja związana z zabudową zapadła na początku lat trzydziestych. Na nowe osiedle przeznaczono 4 ha gruntu w okolicy ulic: Długiej, Wąskiej, Polnej i Granicznej. W pierwszym rzędzie mieli je zasiedlić mieszkańcy dzikiej osady zwanej Chińską Dzielnicą, istniejącej w okolicy portu gdyńskiego. Po dokonaniu parcelacji miasto przekazało grunty Towarzystwu Budowy Osiedli. W taki sposób powstał m.in. ciąg domków bliźniaczych przy ul. Granicznej oraz Osiedle Kwiatowe w kwartale ulic: Tulipanowej, Szarotki, Storczykowej i Kwiatowej. Niewielka część z tych zabudowań zachowała się do dziś.

Rozbudowująca się dzielnica w międzywojniu. Fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.

Na pierwszym planie resztki przedwojennej zabudowy Towarzystwa Budowli Osiedli przy ul. Granicznej. Fot. Andrzej Busler

W 1926 roku obszar Witomina zostaje włączony do nowoutworzonej parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Śródmieściu Gdyni. Kilka lat później ‒ w 1933 roku na Witominie zbudowano drewniany kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Jednym z jego budowniczych był mój pradziadek Tomasz Badziąg, a pierwszym proboszczem ‒ ks. Józef Mówiński, zamordowany w 1939 roku w Piaśnicy. Świątynie wzniesiono w szybkim tempie dzięki datkom i pomocy mieszkańców oraz Towarzystwa Budowy Osiedli. Oficjalne włączenie Witomina w granice Gdyni, nastąpiło 1 kwietnia 1933 roku. Także w tym roku przy ul. Poprzecznej postawiono pierwszą serię oryginalnych, drewnianych domów projektu Tadeusza Jędrzejewskiego. Jeden z siedmiu takich domów przy ul. Poprzecznej 17 został zakupiony przez moją rodzinę. Według planu zagospodarowania przestrzennego miała to być dzielnica niskiej zabudowy – domów jednorodzinnych z ogrodami. W 1935 roku zbudowano nową szkołę przy ul. Uczniowskiej (wówczas była to SP 12, dziś to SP 35), do której uczęszczała moja babcia – Janina, a przy Widnej – remizę Ochotniczej Straży Pożarnej. Powstała także piekarnia, warsztaty rzemieślnicze i kilka sklepów. Ówczesne Witomino liczyło około 4 tys. mieszkańców. Ukończono budowę ul. Witomińskiej i wprowadzono komunikację miejską Obecne ulice: Małokacka i Kielecka były wówczas polnymi drogami. W 1937 roku utworzono Spółdzielnię Spożywców „Witomino” (późniejsza „Zgoda”). W tym czasie księga adresowa dzielnicy obejmowała około czterdziestu ulic.

Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w 1938 roku. Fot. ze zbiorów Zdzisława Tony Czarneckiego.

Parę lat przed włączeniem Witomina w granice Gdyni, w 1926 roku uruchomiono witomińską radiostację nadawczo-odbiorczą - Gdynia Radio. Nazwa była przez lata szczególnie znana rodzinom marynarskim, których w Gdyni nie brakowało. Przez całe dziesięciolecia była to jedyna bezpośrednia i stosunkowo rzadka forma krótkich połączeń marynarzy z ich bliskimi oddalonymi czasami o tysiące kilometrów. Do historii przeszły w międzywojniu połączenia z załogą "Daru Pomorza", który wyruszył wówczas w rejs dookoła świata. W tamtym czasie korzystano w łączności z alfabetu Morse′a. W 1939 roku po zaciętej obronie stacja została zniszczona i zdobyta przez Niemców. Odbudowano ją w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W najlepszych dla niej czasach pracowało tam około stu osób. Na przełomie tysiąclecia łączność radiowa została wyparta przez satelitarną i internet. Gdynia Radio przestała nadawać 31 grudnia 2003 roku. W budynku znajduje się obecnie delegatura Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Ze względu na to, że pochodzę z rodziny marynarskiej, zapamiętałem charakterystyczny zwrot w słuchawce - Tu Gdynia Radio, łączę..., który budził ogromne emocje i radość. Na taki telefon czekało się czasami tygodniami. Całkiem niedaleko od radiostacji - w okolicy obecnej ulicy Narcyzowej znajdowało się w międzywojniu wysypisko śmieci. Dziś są tam działki rekreacyjne i stoją bloki.

Witomino lat trzydziestych zapisało się we wspomnieniach mojej rodziny jako miejsce spokojne i urokliwe. Bardzo często słyszalny był tutaj język kaszubski, który z biegiem lat stopniowo ustępował miejsca językowi polskiemu. Moja prababcia Agnieszka, która mówiła bardzo poprawną, południową kaszubszczyzną najczęściej znajdowała kompanów do rozmów w rodnej mowie w sąsiednim domostwie u Hirszów. Tego domu już nie ma (róg ulicy Stawnej i Poprzecznej w stronę Wielkokackiej). Córka starego Hirsza ‒ jak go nazywano, wyemigrowała wiele lat temu do Ameryki Północnej. Parcelę przejęli nowi właściciele, a w miejscu dawnego domu Hirszów natrafimy na nowoczesną willę. W czasach przedwojennych przy „naszej” ulicy – Poprzecznej mieścił się posterunek Policji (Poprzeczna 9) z komisarzem posterunkowym Stefanem Bednarczykiem oraz plebania (Poprzeczna 7), gdzie mieszkał ks. proboszcz Józef Mówiński.

 

Nasza dawna ulica - Poprzeczna w 2021 roku. Fot. Andrzej Busler

Lata międzywojenne to także wspomnienie dwóch okazałych buków rosnących na witomińskim wzgórzu, nazwanych imionami książąt kaszubskich – Sambora i Mestwina. Piękne, wiekowe drzewa zostały ścięte przez hitlerowców w 1939 roku. Buki: Sambor i Mestwin są znane także miłośnikom literatury Stefana Żeromskiego. To właśnie wspomniany pisarz nazwał tymi książęcymi imionami dwa piękne drzewa rosnące samotnie na wzgórzu. Jak do tego doszło? W ostatnich latach życia Stefan Żeromski – syn ziemi kieleckiej, stał się piewcą polskiego morza. Przebywając w 1920 roku w Orłowie, pisarz odbył liczne wycieczki po kaszubskiej ziemi, spotykając się z działaczami tego regionu. Owocem tych podróży i spotkań był m.in. szkic Sambor i Mestwin opisujący w poetycki sposób witomińskie buki. Tyle mówi historia. Kilkadziesiąt lat później nadszedł czas, aby buki Sambor i Mestwin znów zagościły na Witominie. Stało się tak za sprawą Towarzystwa Przyjaciół Orłowa ‒ 12 czerwca 2008 roku przy ul. II Morskiego Pułku Strzelców, nastąpiło uroczyste odsłonięcie tablicy oraz posadzenie dwóch buków, nawiązujących do dawnej historii. Przez lata nie udało mi się zlokalizować dokładnego, pierwotnego miejsca dawnych drzew. Moim zdaniem nie jest to raczej obecny zakątek ponownego nasadzenia Sambora i Mestwina.

 

Nowe nasadzenia Sambora i Mestwina w 2008 roku. Fot. Andrzej Busler

Pamiątkowy kamień poświęcony dwóm pięknym witomińskim drzewom. Fot. Andrzej Busler 

Napis związany z Samborem i Mestwinem. Fot. Andrzej Busler

Dawne i kolejne pokolenia naszej rodziny z Witomina. Fot. Żaneta Janicka 

Moja opowieść o dawnym Witominie podczas spaceru historyczno-krajoznawczego w 2020 roku organizowanego przez Kaszubskie Forum Kultury. Fot. Żaneta Janicka

 

Przy Samborze i Mestwinie zakończyliśmy latem jeden ze spacerów historyczno-krajoznawczych w 2020 roku. Spacer prowadziłem wspólnie z Jarosławem Ellwartem. Fot. Żaneta Janicka

 

Opisując okres międzywojenny warto odnieść się do dawnych określeń poszczególnych części Witomina. Łatwo to umiejscowić patrząc na dzisiejszą mapę dzielnicy i dzieląc ten obszar na cztery ćwiartki według największego witomińskiego skrzyżowania ulic: Małokackiej, Wielkokackiej, Chwarznieńskiej i Rolniczej:

- Stare Witomino: dwie ćwiartki ograniczone ulicami Małokacką i Wielkokacką oraz Wielkokacką i Chwarznieńską. Znajdziemy tam m.in. obszar dawnej inwestycji Towarzystwa Budowli Osiedli, pierwszą witomińską parafię pw. Podwyższenia Krzyża. z przedłużeniem ulicy Słonecznej, Hodowlanej i ich okolicami.

- Majątek: ćwiartka ograniczona ulicami Rolniczą i Małokacką, obszar dawnego folwarku zlokalizowanego w okolicy obecnej ul. Konwaliowej oraz częściowo po drugiej stronie Rolniczej (dawnej Dworskiej).

- Nowe Witomino: ćwiartka ograniczona ulicami: Rolniczą i Chwarznieńską. W szczególności odnosiła się dawniej do okolic przedwojennej Szkoły Podstawowej nr 12 (obecna SP 35) – okolice ulic: Nauczycielskiej i Uczniowskiej.

Z tych trzech nazw do dziś w miarę często funkcjonuje określenie: Stare Witomino stosowane zamiennie z Leśniczówką czy popularną nazwą MPS-y. Z nazwą Majątek spotykałem się dawniej u starszych mieszkańców, dziś już zanika, natomiast ostatnie określenie: Nowe Witomino było najmniej popularne i dziś praktycznie nie występuje.

Witomino jest znane także z największej gdyńskiej nekropolii - Cmentarza Witomińskiego. Jego początki sięgają międzywojnia. Budowa portu i miasta oraz zwiększająca się liczba mieszkańców sprawiła, że niewielkie cmentarze przykościelne na czele z oksywskim przy parafii Św. Michała Archanioła, stały się niewystarczające i często zbyt odległe. Pierwsza rozważana lokalizacja przewidywała miejsce u zbiegu ulic: Śląskiej i Witomińskiej, ale została oprotestowana przez właścicieli okolicznych działek. Niebawem pojawiła się kolejna lokalizacja kilkaset metrów dalej przy ulicy Witomińskiej, obejmująca zalesiony obszar należący do Lasów Państwowych. W 1929 roku nastąpiło formalnie otwarcie cmentarza. Administrowanie powierzono parafii pw. Najświętszej Maryi Panny. Dwa lata później, na kolejnej działce ulokowano cmentarz ewangelicki. Już niebawem było konieczne powiększenie nekropolii. W czasie wojny cmentarz podlegał głównemu ogrodnikowi miejskiemu, który doprowadził do zniwelowania najwyższych partii. Po II wojnie światowej cmentarz powrócił pod parafię NMP. W 1951 roku upaństwowiono go i przekształcono w jednostkę komunalną. Groby tego cmentarza opowiadają o historii Gdyni. Mamy tutaj kaszubski panteon - najstarszą część cmentarza z grobami pierwszego wójta Jana Radtkego i wielu znanych kaszubskich rodów: Skwierczów, Gurskich, Tutkowskich, Grubbów i innych. Kolejna ważna dla historii Gdyni to kwatera obrońców z 1939 roku, groby katastrof morskich m.in. Jana Heweliusza, Kudowy Zdrój, Buska Zdrój, Nysy i Leros Strange. Tragiczną kartę w dziejach miasta przypominają groby ofiar Grudnia 70. Znajdziemy tu także mnóstwo postaci, które na trwale wpisały się w dzieje Gdyni, budując dawniej jej dorobek w różnych dziedzinach m.in. grób prezydent Franciszki Cegielskiej. Obecnie cmentarz obejmuje obszar 23 ha i kilkadziesiąt tysięcy grobów. Śródleśne położenie i różnice w wysokości sprawiają, że witomińska nekropolia jest uznawana za jedną z najpiękniejszych w Polsce.

 

II wojna światowa

We wrześniu 1939 roku w miejscowych lasach, przez jedenaście dni zaciekłe walki z niemieckim najeźdźcom prowadzili żołnierze 2 Morskiego Pułku Strzelców. Straty polskich wojsk były ogromne, zginęło 452 żołnierzy. Ślad po tej tragicznej historii odnajdujemy dziś w postaci nazewnictwa ul. 2 MPS oraz obelisku poświęconego tej formacji, który wcześniej stał w okolicy dzisiejszego targowiska w pobliżu ul. Niskiej, a później został przeniesiony do parku w pobliże stawu i pomnika Matki Boskiej Gdyńskiej u zbiegu ulic Wielkokackiej i Granicznej. W momencie wybuchu wojny i intensywnych działań na Witominie, moja rodzina uciekła ze swego domu na wieś – prawdopodobnie do bliskich na Kociewie. Gdy powrócili po kilku tygodniach rodzinny dom był splądrowany. Mój pradziadek był już wówczas starszym człowiekiem i nie został zmobilizowany do wojska polskiego w 1939 roku. Zanim przeszedł na emeryturę w 1931 roku ‒ był policjantem. Należał do Związku Zachodniego. Przynależność do tej propolskiej organizacji była powodem, dla którego wiele osób zostało zamordowanych przez Niemców w Piaśnicy, Szpęgawsku i dziesiątkach innych miejsc kaźni pomorskiej inteligencji i patriotów. Łącznie szacuje się, że było to około 40 tys. osób. Żaden inny region II RP nie został w pierwszych miesiącach wojny dotknięty tak ogromnym ludobójstwem ludności cywilnej. Pradziadka ten los szczęśliwie ominął. Ciężko powiedzieć czy zdecydował o tym przypadek, szczęście, walka dziadka w I wojnie światowej w pruskim mundurze, jego podeszły wiek czy zwykła pomyłka? Rodzina nie została wysiedlona, obszar Witomina nie był z pewnością atrakcyjny dla okupanta tak jak np. Śródmieście Gdyni, Kamienna Góra i Orłowo Morskie, gdzie większość Polaków wysiedlono. Okres wojenny to czas wegetacji, strachu i niejednokrotnie głodu. Ze wspomnień przodków pamiętam opowieści, że gdy w okolicznych lasach nie było już nawet jadalnych grzybów, zbierano olszówki, które kilkukrotnie gotowano, aby pozbyć się trujących toksyn. Nie był to jednak proces w pełni skuteczny, świadczyły o tym problemy zdrowotne całego rodzeństwa mojej babci Janiny, które odzywały się po latach.

 

Pamiątkowy kamień związany z obrońcami Witomina w 1939 roku. Fot. Andrzej Busler

Pamięci 2 MPS. Fot. Andrzej Busler

O historii 2 MPS opowiadałem podczas spaceru historyczno-krajoznawczego po Witominie w 2020 roku. Fot. Żaneta Janicka

 

Tak jak pisałem wcześniej – w 1939 roku w piaśnickim lesie zamordowany został proboszcz witomińskiej parafii ks. Józef Mówiński. Losy jego stracenia były dość skomplikowane. Pierwszy raz został aresztowany 14 września 1939 roku czyli w momencie zdobycia przez Niemców większości Gdyni (poza Kępą Oksywską, która broniła się do 19 września). Kapłana przetrzymywano jako zakładnika, a tydzień później ‒ 21 września zwolniono. 23 października został wezwany do siedziby niemieckiego gestapo na Kamiennej Górze i aresztowany. Od 25 października więziony go w obozie przejściowym Neufahrwasser w Gdańsku (Nowym Porcie). 2 listopada przetransportowano do obozu koncentracyjnego KL Stutthof. Stamtąd wywieziono na miejsce straceń w lesie piaśnickim i zamordowano 11 listopada. W tym dniu polskiego święta narodowego, zamordowano w Piaśnicy najwybitniejszych przedstawicieli pomorskiej inteligencji. Największa grupa była mieszkańcami Gdyni. Administratorem witomińskiej parafii w czasie wojny był pochodzący z Bytonii na Kociewiu – ks. Paweł Lubiński, duszpasterz parafii pw. Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku. W czasie okupacji hitlerowskiej, po aresztowaniu i straceniu ks. Józefa Mówińskiego witomiński kościół został zamknięty, a kurację witomińską przydzielono do parafii małokackiej.

Historia nie była zawsze czarno-biała. Moja babcia Janina, wówczas kilkunastoletnia dziewczyna, trafiła do pracy w sklepie wielobranżowym w Orłowie (okolice placu Górnośląskiego). Właścicielami była niemiecka rodzina, która prawdopodobnie przejęła majątek po wysiedlonych Polakach. Babcia wspominała, że wspomniani Niemcy dobrze ją traktowali. Z jednym wyjątkiem ‒ najmłodszego syna z rodzeństwa, który był gorliwym członkiem młodzieżowej organizacji Hitlerjugend. Sytuacja zmieniła się w 1943 roku podczas jednego z nalotów dywanowych na Gdynię. Młody Niemiec znalazł się wówczas w centrum najgorszego kotła, cudem przeżywając i widząc setki zabitych oraz rannych. Po tych wydarzeniach powrócił do domu, gdzie okazało się, że podczas ekstremalnego strachu, puściły mu podstawowe funkcje fizjologiczne człowieka – mówiąc bardziej potocznie – narobił w portki. Od tego dnia zaprzestał działalności w Hitlerjugend. Skończyły się także jego docinki i szyderstwa w stosunku do mojej babci z powodu jej polskiego pochodzenia ‒ zaczął ją traktować jak reszta jego rodzeństwa i rodziców. Babcia twierdziła, że od tej rodziny zaznała wiele dobrego. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść ze strony „wyzwolicieli”, którzy przyszli ze wschodu.

 

Moja babcia Janina (stoi) z koleżankami na Witominie. Lata II wojny światowej. Fot. Archiwum rodzinne

Moja babcia i Stare Witomino. Okres wojenny. Fot. archiwum rodzinne

W czasie okupacji niemieckiej na Witominie miała miejsce jedna z największych wsyp pomorskiej konspiracji. To tutaj gestapo aresztowało kpt. Józefa Olszewskiego (pseudonim „Andrzej”), który od 1941 kierował z ramienia dowództwa podokręgu pomorskiego ZWZ rozbudową i pracą komórek konspiracyjnych. Kpt. Olszewski był komendantem Podokręgu Północ (Morskiego) oraz Okręgu Pomorze Armii Krajowej. Współpracował z ekspozyturą „Zachód” Związku Jaszczurczego w zakresie wywiadu antyniemieckiego i przerzutów do Szwecji. Przez rok działał w Gdyni po nazwiskiem Juliusz Wagner, otrzymując skierowanie do pracy w tartaku na Grabówku, nieopodal ul. Morskiej. Komórki koordynowane przez „Andrzeja” prowadziły działalność polegającą na zbieraniu informacji o działalności bazy Kriegsmarine w Gdyni, obydwu portów, stoczni oraz stanie i rozmieszczeniu niemieckiej obrony wybrzeża. Jednym z ważnych zadań było zdobycie mapy pól minowych Zatoki Gdańskiej. „Andrzej” współpracował z różnymi polskimi formacjami konspiracyjnymi – Szarymi Szeregami, Związkiem Jaszczurczym, TOW Gryf Pomorski, Polską Armią Powstania, Tajnym Hufcem Harcerskim i innymi, a jego rolą było także ich scalenie, czego niestety nie zdążył dokonać.

Kpt. Józefa Olszewskiego gestapo aresztowało 5 października 1942 roku w konspiracyjnym mieszkaniu rodziny Rogozińskich przy ul. Poprzecznej 18. Niemcy w celu upozorowania zdrady przywieźli aresztowanego wcześniej i zmaltretowanego Lucjana Cylkowskiego „Andrzej” był katowany przez gestapowców już w mieszkaniu. Niepostrzeżenie zdążył zażyć truciznę ukrytą w klapie marynarki, jednak była ona zwietrzała i zadziałała jakiś czas później, gdy polskiego oficera wleczono do siedziby gdyńskiego gestapo na Kamiennej Górze. Nie jest znane miejsce pochówku kpt. Olszewskiego. Jego symboliczny grób znajduje się w wielkopolskim Gostyninie ‒ miejscu jego urodzenia. Po śmierci odznaczono go Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Śmierć „Andrzeja” znacząco załamała działalność pomorskiej konspiracji, która w późniejszych latach nie odbudowała w pełni swych struktur nie odzyskując siły, którą wykazywała za czasów jej kierowania przez kpt. Józefa Olszewskiego. Pociągnęła także za sobą wiele kolejnych aresztowań.

Podobne jak we wrześniu 1939 roku, krwawe walki o wyzwolenie Witomina toczyły się w marcu 1945 roku. Moja rodzina bardzo źle wspominała ten czas. Na szczęście nie spotkało ich najgorsze – śmierć i gwałty ze strony żołnierzy radzieckich. Nie ominęły ich natomiast grabieże i przymusowe grzebanie setek żołnierzy niemieckich i radzieckich w miejscowych lasach. Był to jeden z powodów, dla którego moja babcia Janina, mająca w 1945 roku osiemnaście lat – nie lubiła witomińskich lasów. Straszne widoki zapisały się także w jej pamięci na ulicy Poprzecznej, nieopodal naszego domu. Na drodze pełno było ciał i cząstek poległych żołnierzy rozjeżdżonych przez czołgi. Kompletnym zniszczeniom uległ witomiński kościół oraz folwark. W ten pierwszy, wedle wspomnień mojej rodziny 23 marca 1945 roku uderzył pocisk rakietowy – katiusza. Nasz rodzinny dom został trafiony granatem nie wyrządzając większych szkód. W momencie ostrzału większość rodziny chroniła się w domowej piwnicy. Wyjątkiem w tym względzie była moja babcia Janina, która zostawała na powierzchni twierdząc, że jeśli w budynek uderzy większy pocisk to gruz przysypie całą rodzinę. Na szczęście tak się nie stało. Do końca nie wiem czy to była odwaga czy pragmatyzm? Przy naszej ulicy została także zniszczona plebania przy Poprzecznej 7.

W tym tragizmie zdarzały się jednak sytuację groteskowe. Tak jak wspomniałem wcześniej, moja rodzina podobnie jak wiele innych tutejszych, zostało okradzionych przez żołnierzy radzieckich, którzy zabierali najczęściej rowery i zegarki. Rosjanki paradowały nieopodal naszego domu w zrabowanych koszulach nocnych i damskich halkach biorąc je za piękne suknie.

II wojna światowa była tragiczna dla wielu witominian, a tysiące żołnierzy walczących w wojskach: polskich, niemieckich i radzieckich zakończyło w walkach o Witomino i okolice swe życie. Po wojnie, w okolicznych lasach pozostało sporo sprzętu wojskowego i niewypałów, niestety w pierwszych powojennych latach zdarzały się tragiczne wypadki, szczególnie wśród chłopców, którzy bawili się tym sprzętem. Z biegiem lat, witomińskie lasy zostały oczyszczone z tych niebezpiecznych pułapek przez saperów jak i pasjonatów militariów. Do dziś jest jednak w tym lesie sporo miejsc, gdzie natrafimy na różne pozostałości II wojny światowej – zarówno sprzętu jak i ludzkich szczątek. Oczywiście do tego nie namawiam i celowo nie wskazuje dokładnych namiarów.

 

Po wojnie

W pierwszych latach po wojnie, zniszczona świątynia na Witominie została odbudowana. Zanim to nastąpiło mieszkańcy dzielnicy w dalszym ciągu przynależeli do parafii pw. Chrystusa Króla na Małym Kacku z legendarnym ks. Robertem Rompą. W 1946 roku z inicjatywy witominian zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Caritas” przystąpiono do zbierania składek na budowę nowego kościoła. Ocalałe materiały z dawnej świątyni zagospodarowało Stowarzyszenie Odbudowy Kościoła Katolickiego, które wykorzystało je do odbudowy kościoła w latach 1946‒1947 według planu inż. Stanisława Ziołowskiego oraz mini osiedli robotniczych, które zostały rozebrane na początku lat sześćdziesiątych XX wieku. Ks. Robert Rompa zachował się we wspomnieniach rodzinnych jako mocno konserwatywny kapłan, który na wszystkie pytania miał zawsze szybką i stanowczą odpowiedź. Często gdy kto czegoś nie wiedział, słabo orientował się w jakimś temacie wówczas słyszał następujące stwierdzenie – nie wiesz, to idź do księdza Rompy, on wszystko wie i ci powie!

8 grudnia 1947 roku ks. biskup Kazimierz Józef Kowalski poświęcił nowobudowany kościół witomiński. Wówczas świątynia otrzymała drugi tytuł: Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Przez krótki okres czasu parafią zarządzał ks. Lucjan Dambek, który kontynuował prace budowlane. Wspomniany kapłan po dwóch latach posługi dobrowolnie zrezygnował z parafii nie radząc sobie psychicznie z inwigilacją Urzędu Bezpieczeństwa. Działo się to w najbardziej mrocznym etapie historii PRL-u – czasach stalinowskich, gdzie łamano charaktery, a czasem łamały się same…

We wspomnieniach mojej rodziny szczególne zapisał się kolejny proboszcz – ks. kanonik Władysław Szulta, który był naszym przyjacielem. Wyświęcono go w 1939 roku w Pelplinie, ciekawostką jest fakt, że przez krótki okres czasu w 1939 roku był kapelanem biskupa Konstantyna Dominika. Ks. Szulta przybył do witomińskiej parafii w 1949 roku i był znany z mocnych i antykomunistycznych poglądów. W tej kwestii porównywano go czasem do ks. prałata Hilarego Jastaka ze śródmiejskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. My zapamiętaliśmy go jako bardzo miłego, bezpośredniego człowieka unikającego w kontaktach z parafiami niepotrzebnego patosu i wyniosłości. Gdy była taka potrzeba to potrafił bardzo ostro i stanowczo kogoś postawić do przysłowiowego pionu, ale poza tym był bardzo naturalny, uczestnicząc zwyczajnie w życiu Witomina ‒ nieraz grał z nami w karty, tańczył, jeździł na sankach, cieszył się z naszych radości, a smucił troskami. Był po prostu jednym z nas – tak to odczuwaliśmy. Posługę proboszcza parafii pełnił przez 39 lat, odszedł do wieczności w 2005 roku i spoczywa na Cmentarzu Witomińskim. Za jego czasów parafia wzbogaciła się o dzwon z wieżą, wystrój świątyni, nowe organy, kontynuowano także dalsze prace budowlane i remontowe, a także w latach 1957‒1972 wybudowano nowy budynek plebanii przy ul. Hodowlanej. Dawniej, niewielka plebania mieściła się przy ul. Poprzecznej 7 oddalonej od kościoła o około 300 metrów. Był to dar międzywojennego Towarzystwa Budowy Osiedli. Następcą ks. Szulty był ks. Zygfryd Leżański (1998–2008), który zapisał się w pamięci parafian wieloma inicjatywami: ustawieniem na skwerze ks. Józefa Mówińskiego pomnika Matki Bożej Gdyńskiej, remontem kościoła oraz budową domu parafialnego, a także wprowadzeniem pisma „Zacheusz”, które swą treścią wybiegało daleko poza ramy pisma parafialnego, odnosząc się także do historii dzielnicy i jej okolicy. Poziom tego czasopisma gwarantowali z pewnością redaktorzy z ogromnym dorobkiem Marzena i Tadeusz Woźniakowie – witomińscy parafianie. Kolejni proboszczowie witomińskiej parafii pw. Podwyższenia Krzyża to ks. Tadeusz Balicki (2008–2014) oraz ks. Piotr Szamocki (od 2014 roku), który w ostatnich latach doprowadza do końca modernizację i rozbudowę świątyni. Wspominając o parafii pw. Podwyższenia Krzyża ciekawostką może być, że dawniej obejmowała ona obszar aż do Zielenisza na Wiczlinie. Sytuacja zmieniała się w momencie powstawania kolejnych parafii w sąsiednim Chwarznie i Wiczlinie.

Obecny kształt kościoła pw. Podwyższenia Krzyża i Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Fot. Andrzej Busler

Bardzo znanym i charakterystycznym elementem wpisanym w pejzaż Witomina jest wspomniany wcześniej dwudziestopięciometrowy pomnik Matki Boskiej Gdyńskiej, powiązany z najstarszą witomińską parafią. Pomnik zlokalizowany na skwerze ks. Józefa Mówińskiego. Został ufundowany przez parafian i darczyńców jako wotum dziękczynno-błagalne na 2000 rok ‒ Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa z wdzięczności za orędownictwo i opiekę nad Gdynią. Na szczycie pomnika znajduje się replika trzykrotnie powiększonej figury Najświętszej Marii Panny. Jej oryginał pozostaje w parafii. Ciekawa jest historia oryginalnej rzeźby, która sięga lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy to za sprawą gdyńskich rybaków, figura Matki Bożej stanęła wśród pól w okolicy placu Kaszubskiego. Prawdopodobnie był to dar za cudowne ocalenie rybaków ze sztormu. Jej fundatorami byli Ewa i Janusz Cztewertyńscy, którzy opuścili Gdynię w 1945 roku. Ich posiadłość nabyli ogrodnicy Helena i Antoni Poponiowie, którzy w 1971 roku w wyniku wywłaszczenia, przenieśli się na Witomino na ulicę Długą. Przeniesiona została także figura Matki Bożej, która stanęła w pracowni Poponiów pośród kwiatów. W 1996 roku wdowa Helena Popoń sprzedała gospodarstwo ogrodnicze, natomiast figurę podarowała proboszczowi parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego – ks. prałatowi Zygfrydowi Leżańskiemu. Proboszcz z pomocą wielu osób doprowadził do budowy pomnika, który jak wcześniej wspomniano wieńczy replika figury Matki Bożej Gdyńskiej. Poniżej usytuowano figurę św. Wojciecha – patrona Polski oraz papieża Św. Jana Pawła II. W 2002 roku pomnik został poświęcony przez metropolitę gdańskiego abp Tadeusza Gocłowskiego. U dołu pomnika przytwierdzono pięć płyt z napisami:

  • Maryi – Bogarodzicy Pani Świata i Naszej Królowej – mieszkańcy Gdyni.
  • W hołdzie Bogu w Trójcy Jedynemu na progu trzeciego tysiąclecia.
  • Bogu Wszechmogącemu chwała i uwielbienie za 750 lat Witomina – mieszkańcy Witomina 22.VI. 2003
  • Maryi Matce Boga i Naszej Królowej – firma Mega Jerzy Szulist budowniczy i sponsor Gdynia 2003
  • Christus Heri Hodie Semper Jubilaeum A.D. 2000.

Ciekawostką może być fakt, że Matka Boża Gdyńska jest widoczna ze sporej odległości z morza. Można rzec, iż błogosławi wypływającym i powracającym z morza oraz całemu miastu – Gdynia.

Pomnik Matki Bożej Gdyńskiej w zimowej scenerii przy skwerze ks. Mówińskiego. Fot. Andrzej Busler

W czasach PRL-u kompletnie zatarł się dawny charakter Witomina. Działo się to w różnych przestrzeniach. W latach pięćdziesiątych zmieniono nazwę jednej z głównych witomińskich ulic – Dworskiej. Dla komunistycznej władzy wydawała się ona z pewnością zbyt burżuazyjna, więc przemianowano ją na Rolniczą. Zmieniono także nazwę ulicy Pańskiej na Traktorzystów. Po 1989 roku powrócono do dawnej formy i znów mamy ulicę Pańską na Witominie.

Moja babcia Janina spacerująca ulicą Stawną. Prawdopodobnie koniec lat 40. ubiegłego wieku. Fot. Archiwum rodzinne

Babcia Janina w rodzinnym ogrodzie, lata 50. ubiegłego wieku. Fot. Archiwum rodzinne

 

W latach 60. ubiegłego wieku rozpoczęła się intensywna rozbudowa dzielnicy przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Bałtyk”. W okolicy dawnego folwarku powstała niewielka fabryka materiałów budowlanych. Zabudowywanie trwało do lat 80. ubiegłego wieku. Powstało wiele wieżowców i bloków czteropiętrowych, pawilony handlowe, ośrodek zdrowia i Osiedlowy Klub Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej „Bałtyk”. Witomino rozbudowywano w ramach dwóch osiedli: Radiostacji i Leśniczówki – obecnie te nazwy są często używane. We wspomnianych wcześniej latach 60., w dawnej remizie strażackiej, uruchomiono kino „Iskra”. W 1968 roku Witomino stało się miejscem bazy 2 Morskiego Pułku Strzelców im. Stanisława Dąbka. Jednostka wojskowa funkcjonuje tutaj do dziś sławiąc imię obrońców Gdyni w 1939 roku. W 1968 i 1972 roku zbudowano dwie szkoły podstawowe. Szkoła Podstawowa nr 12 przy ulicy Stawnej istnieje do dziś, natomiast w budynku dawnej Szkoły Podstawowej nr 9 przy ul. Narcyzowej, do której uczęszczałem funkcjonowało w końcówce lat dziewięćdziesiątych i początku nowej dekady VIII Liceum Ogólnokształcące, a od paru lat I Akademickie Liceum Ogólnokształcące, przeniesione z Orłowa. W miejscu przedwojennej szkoły przy ulicy Uczniowskiej działa do dziś Szkoła Podstawowa nr 35. W 1973 roku dzięki staraniom dr Jadwigi Titz-Kosko przy ul. Chwarznieńskiej powstał „Dom za falochronem”, stwarzający świetne warunki dla osób w jesieni życia. 15 lipca 1983 roku powołano nową parafię pw. Św. Maksymiliana Kolbe. Teren pod budowę kościoła stanowił obszar dawnej wytwórni materiałów budowlanych w okolicy ul. Konwaliowej. W ciągu roku wzniesiono kaplicę i barak z salkami katechetycznymi i mieszkaniami dla księży. Długi okres czasu zajęło przygotowanie terenu pod budowę świątyni. Do momentu powstania kaplicy msze odbywały się na placu przykościelnym. Budowę kościoła według projektu Andrzeja Poźniaka ukończono w 1997 roku, włączało się w nią wielu mieszkańców Witomina. Jednym z najbardziej zaangażowanych w tej kwestii był mój sąsiad Andrzej Magrian. Pamiętam, że na placu budowy kościoła spędzał systematycznie całe dnie, wykorzystując na emeryturze swoje bogate doświadczenie w pracach budowlanych. Jako chłopcy często zamiast religii pomagaliśmy w prostych czynnościach budowlanych tj. noszenie cegieł, desek itp.  Wcześniej, w 1990 roku ukończono kościół dolny pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Męczenników. W 1991 roku wmurowano kamień węgielny pod górny kościół, pochodził on z rzymskiego Colloseum, a świątynię poświęcił arcybiskup Tadeusz Gocłowski 19 listopada 1997 roku. Pierwszym administratorem parafii Kolbe został ks. Adam Filarski, następnym i głównym budowniczym kościoła, plebanii i domu katechetycznego był ks. Edmund Skalski, a aktualnie urzędującym proboszczem jest ks. Władysław Pałys, który doprowadził do jego konsekracji i prowadzi w dalszym ciągu prace wykończeniowe i remontowe. W ostatnich latach kościół wzbogacił się o całą serię witraży.

 

W oddali kościół pw. Św. Maksymiliana Kolbe na Witominie. Fot. Ewa Nowicka

Z biegiem lat na skutek intensywnej zabudowy Witomina znikało wiele jego dawnych reliktów. Mam tutaj na myśli nie tylko dawne domy jednorodzinne. O dawnej remizie już wspomniałem, w mojej pamięci zachowała się także bardzo charakterystyczna stara pompa wodna stojąca w miejscu obecnej Witawy. Według wspomnień starszych witominian to ona, przez kolejne powojenne lata, zaopatrywała mieszkańców odbudowującego się osiedla w pitną wodę, która w ówczesnym czasie stała się towarem deficytowym. Z mojego dzieciństwa przypadającego na koniec lat siedemdziesiątych XX wieku pamiętam charakterystyczny obrazek kolejek z wiadrami i baniakami do beczkowozów systematycznie odwiedzających dzielnicę. Brak wody w kranach był wówczas powszechnym zjawiskiem, zdarzało się to czasem kilka razy w tygodniu. Wracając do obszaru, gdzie stała dawna witomińska pompa ‒ wiele osób pamięta z pewnością tę górkę. W sezonie zimowym było to świetne, ale niebezpieczne miejsce do zjeżdżania na sankach, natomiast latem w tym miejscu bardzo często rozstawiało się niewielkie wesołe miasteczko. To właśnie tutaj, mając zaledwie kilka lat i korzystając pierwszy raz z dość sporej karuzeli, schodząc z niej blady, przekonałem się, że kosmonautą raczej nie będę. Kolejny, piękny dawny relikt to dawna witomińska, ceglana leśniczówka rozebrana w 1980 roku. To od niej swą nazwę przyjęła ta część Witomina. Znajdowała się w okolicy obecnej pętli autobusowej przy ul. 2 MPS.

Zabudowania nieistniejącej leśniczówki. W latach powojennych jej nazwę przejęło powstające osiedle.  Fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.

Miejsce dawnej witomińskiej leśniczówki wiele lat później - w 2021 roku, przy pętli autobusowej 2 MPS. Fot. Andrzej Busler

 

Obok leśniczówki był staw. Zresztą takich oczek było więcej w różnych częściach Witomina. Najbardziej znane to chyba to w okolicy ul. Stawnej, które jeszcze w moim dzieciństwie było o wiele większe i głębsze. W latach pięćdziesiątych podczas jednej zim topiła się w nim jedna z moich ciotek. Wówczas miała kilka lat i ślizgała się na lodzie, który załamał się. W minionych latach natrafiałem na artykuły związane z dawnym jeziorem Witomińskim. Według tych hipotez miał to być dawniej spory zbiornik wodny. Obecnie zachowały się jego pozostałości w postaci sadzawki przy Pomniku Matki Bożej Gdyńskiej przy skrzyżowaniu ulic: Wielkokackiej i Stawnej. Prze laty staw liczył około kilkaset metrów kwadratowych powierzchni. Miejscowi zwali go „stawem Andrzejczaka”, który był właścicielem terenu. Mieściło się tutaj duże ogrodnictwo, które zostało zniszczone w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku podczas budowy „nowej” Szkoły Podstawowej nr 12. Istnieją hipotezy, że „staw Adrzejczaka” mógł łączyć się z innymi stawami znajdującymi się w pobliżu tzn. na terenie dawnego majątku (obecnie ulica Konwaliowa). Gdyby połączyć wymienione powyżej wszystkie stawy otrzymalibyśmy jezioro o długości 1 kilometra zbliżone kształtem do litery „L”. Byłoby to więc pierwsze jezioro Pojezierza Kaszubskiego od strony północnej. Hipotezę o istnieniu jeziora podbudowuje fakt, że między „stawem Andrzejczaka”, a tymi znajdującymi się niegdyś w okolicach dzisiejszej ulicy Konwaliowej jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku były doskonale widoczne cztery mokradła wraz z charakterystyczną roślinnością.

Czasy PRL-u to realizacja w 1967 roku przy ul. Chwarznieńskiej nowatorskiej inicjatywy dr med. Jadwigi Titz-Kosko – budowy domu pogodnej starości „Za Falochronem”. Jest to jedenastokondygnacyjny wieżowiec przeznaczony dla 270 mieszkańców, gdzie można spędzić jesień życia mając na wyciągnięcie ręki fachową opiekę medyczną, rehabilitację oraz inne udogodnienia i atrakcje.

 

Witomińskie lasy

Ogromnym walorem Witomina były od wieków piękne lasy otaczające tę wieś, a w późniejszych latach dzielnicę Gdyni. Bardzo charakterystycznym miejscem jest Krykulec - dawna osada i leśniczówka, umiejscowiona nad rzeką Kaczą w pobliżu linii kolejowej Gdynia - Kościerzyna czyli części historycznej magistrali węglowej wybudowanej w międzywojniu. Ostatnim istniejący budynkiem na Krykulcu była dawna leśniczówka, rozebrana na początku XXI wieku. Dziś nowy budynek leśnictwa znajdziemy trochę dalej. Ciekawostką jest fakt, że z tego miejsca zobaczymy morze. Nieopodal Krykulca znajduje się szeroki zakręt wspomnianej linii kolejowej, gdzie w 1948 roku doszło do poważnej katastrofy. Na tył pociągu towarowego, z powodu awarii hamulców najechał rozpędzony skład z węglem jadący od strony Osowej. W wypadku zginął kierownik tego pociągu, a porządkowanie miejsca katastrofy zajęło cztery dni.

 

 Dawny wiadukt przedwojennej linii Gdynia - Kokoszki. Fot. Andrzej Busler

Droga Witomińska nieopodal obecnej leśniczówki. Fot. Andrzej Busler

 

W pobliżu Krykulca natrafimy na rezerwat florystyczny "Kacze łęgi". W tym zakątku czeka na nas ciekawy architektocznie międzywojenny wiadukt nieistniejącej linii Gdynia - Kokoszki. Idąc dalej natrafimy na zbiornik retencyjny "Krykulec". To częste miejsce spacerów i wypoczynku witominian i nie tylko. Ostatnia część osady Krykulec znajdowała się dawniej bliżej Obwodnicy Trójmiasta, w stronę Dąbrowy. Wędrując tymi leśnymi duktami (drugim brzegiem Kaczej) natrafimy na charakterystyczne miejsce zwane "mogiłami". Do dziś znajdują się tam bezimienne groby wojenne, od paru lat bardziej zadbane.

 

Moja mama Jolanta na zimowym spacerze na Krykulcu w 1973 rokuFot. Archiwum rodzinne

Moje pierwsze zdjęcia na Krykulcu - z mamą Jolantą w 1981 roku. Fot. Archiwum rodzinne

 Zbiornik retencyjny "Krykulec". Fot. Andrzej Busler

 

Na ciekawą część lasów witomińskich natrafimy w okolicy ulicy Narcyzowej. W pobliżu Skweru Witomińskiego znajdował się do lat 90. ubiegłego wieku wyciąg narciarski. Parę okolicznych wzniesień dawało zimową porą szansę na zjazdy narciarskie i saneczkowe. Dziś stoki są prawie całkowicie zarośnięte, a resztki elementów wyciągu zostały około dwadzieścia lat temu zdemontowane. Schodząc w dół leśnymi ścieżkami natrafimy na tzw. lotnisko (czasem potocznie zwane lotnichem). To spore boisko, a dawniej była tam strzelnica sportowa. 

Na ciekawy obiekt, a raczej jego resztki natrafimy idąc lasem w stronę Śródmieścia równolegle do ulicy Kieleckiej. Po prawej stronie znajdziemy w lesie sporej wielkości wieżę widokową. Pochodzi z czasów PRL-u. Co ciekawe do jej instalacji użyto helikoptera. Dziś, jej stan uniemożliwia bezpieczne wejście. Jeszcze w końcówce lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku można było tam bez problemu wejść i podziwiać piękny widok w stronę Śródmieścia, Redłowa i Zatoki Gdańskiej.

 

Ostatnie lata

W 2003 roku u zbiegu skrzyżowania ulic Wielkokackiej i Chwarznieńskiej stanęło kilkunastokondygnacyjne centrum „Witawa”, będące swoistym symbolem dzielnicy i punktem odniesienia na mapie. Oprócz zadań mieszkalnych pełni ono również funkcje handlowe. Obecnie Witomino liczy przeszło 20 tys. mieszkańców. W ostatnich latach było miejscem (wspólnie z Chwarznem) realizacji sporej inwestycji drogowej Gdyni, mającej usprawnić połączenie z obwodnicą Trójmiasta oraz zachodnią częścią Gdyni. W jego ramach zrealizowano dwa etapy modernizacji ulicy Chwarznieńskiej. Do zakończenia całości inwestycji pozostał trzeci, a zarazem najbardziej skomplikowany etap, obejmujący odcinek od skrzyżowania z ulicą Wielkokacką, Rolniczą i Małokacką do domu „Za falachronem”. Władze miasta zapowiadają jednocześnie realizację w przyszłości obwodnicy Witomina.

Wspominając o współczesnym Witominie natrafimy na dwie często funkcjonujące nazwy jego części: Radiostacja i Leśniczówka. Pierwsza wzięła swą nazwę od opisywanej wcześniej stacji nadawczej Gdynia - Radio, natomiast druga część od budynku leśniczówki, którą rozebrano przeszło czterdzieści lat temu, w miejscu obecnej pętli autobusowej przy ul. 2 MPS. Przez lata to nazewnictwo było zauważalne w witomińskich radach dzielnic. Do niedawna funkcjonowały dwie: Rada Dzielnicy Witomino Radiostacja i Rada Dzielnicy Witomino Leśniczówka, które zostały połączone ostatnimi czasy w jeden organizm.

 

Andrzej Busler

 

Dawną historię Witomina przybliżaliśmy wspólnie z dr. Tomaszem Rembalskim (po prawej) w 2018 roku. Fot. Ewa Nowicka

 

Uczestnicy spaceru historycznego po Witominie w 2018 roku. Fot. Ewa Nowicka 

Witomińską historię przybliżałem w Radio Gdańsk w programie red. Tatiany Slowi w 2019 roku. Fot. Małgorzata Bądkowska

 

Autor artykułu składa podziękowania dr. Tomaszowi Rembalskiemu oraz Dariuszowi Małszyckiemu z Muzeum Miasta Gdyni za udostępnienie archiwalnych zdjęć pochodzących ze zbiorów MMG. Wyrazy podziękowania kieruje także do Zdzisława Tony Czarneckiego z Londynu za udostępnienie fotografii ze zbiorów prywatnych.

Komentarze do wpisu (5)

10 lutego 2021

GRATULACJE i Tobie, za serce, i Gdyni, że ma takiego dokumentalistę! Już piszę się w kolejkę na wydanie książkowe!

10 lutego 2021

Proszę o inf kiedy ukaże się książka

11 lutego 2021

Dziękuję, jeszcze sporo do uzupełnienia zostało. Książkę przywiozę osobiście do Stężycy!

11 lutego 2021

Książkę planuję wydać w połowie 2021 roku. Mam zamiar jeszcze trochę uzupełnić materiał.

14 lutego 2021

To będzie arcyciekawa książka, jak sądzę.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl