Przejdź do głównej treści
polski zł
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Darmowa przesyłka od 240 zł
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Twój koszyk jest pusty
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Gdyńskie dzielnice. Witomino – historia gdyńskiej dzielnicy

Gdyńskie dzielnice

Witomino – historia gdyńskiej dzielnicy

 

Z okazji kolejnych urodzin miasta Gdyni, przypadających 10 lutego, publikuję tekst związany z moją rodzinną dzielnicą – Witominem, miejscem malowniczo położonym na wzgórzach morenowych (80–115 m n.p.m.), wśród lasów Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Moja rodzina zamieszkała w tym zakątku w 1931 roku, zasiedlając jeden z charakterystycznych domów u zbiegu ulic Poprzecznej i Stawnej.

Najstarsze materiały przytoczone w tekście pochodzą w dużym stopniu z archiwów wydobytych przez dr. Tomasza Rembalskiego, który przez przeszło dekadę był także mieszkańcem Witomina. W 2018 roku mieliśmy okazję wspólnie poprowadzić jeden ze spacerów historyczno-krajoznawczych przybliżających tę dzielnicę Gdyni. Dwa lata później, w 2020 roku, witomiński spacer prowadziłem wspólnie z krajoznawcą i autorem wielu przewodników – Jarosławem Ellwartem. Kolejną część informacji, które przytaczam, stanowią wspomnienia i obserwacje zarówno moje, jak i członków mojej rodziny, którzy w większości zakończyli już swoją ziemską drogę.

 

Pochodzenie nazwy i najstarsze dzieje Witomina

Historia osadnictwa na terenach obecnego Witomina sięga V–IV wieku p.n.e. Świadczą o tym liczne znaleziska na tym terenie: ciałopalne groby skrzynkowe, popielnice twarzowe i ceramika. Nazwa Witomino pochodzi od słowiańskiego imienia osobowego Witoma (zdrobnienie od dwuczłonowego imienia Witosława, znanej postaci literackiej kaszubszczyzny – dawnego wcielenia Remusa).

Pierwszy raz na ślad tego określenia natrafiamy w dokumencie z 31 października 1253 roku, wystawionym przez biskupa włocławskiego Wolimira, określającym zasięg oksywskiej parafii poprzez wyliczenie należących do niej osad. Przynależność do parafii w Oksywiu pojawia się jeszcze w 1362 roku.

W tym czasie Witomino składało się z co najmniej dwóch działów własnościowych. Pierwszy z nich, zachodni, razem z sąsiednią osadą Skrobotowo dał początek późniejszej wsi Chwarzno. Druga, wschodnia część, składająca się z licznych przysiółków, w tym o nazwie Sugryno lub Suigrino (Świdrzyżo?), stanowiła dzisiejsze Witomino.

Przez długi czas miejscowość była posiadłością rycerską. Pierwszym właścicielem był rycerz Glabuna, wywodzący się z możnej rodziny pruskich emigrantów. W 1283 roku, po jego śmierci, książę pomorski Mściwoj II darował tę część Witomina biskupowi włocławskiemu Albierzowi w zamian za dobra dziesięciny w ziemi gniewskiej. Prawdopodobnie darowizna nie doszła jednak do skutku, ponieważ kolejnym właścicielem Witomina był bratanek Glabuny – Dziwan Wajsylewic, który w 1285 roku wszczął bunt przeciwko księciu Mściwojowi II, za co został pozbawiony swych dóbr.

Do 1292 roku Witomino znajdowało się w rękach książęcych, a następnie zostało nadane rycerzowi Janikowi, siostrzeńcowi Sulisławy, żony księcia Mściwoja II. W rękach spadkobierców Janika miejscowość pozostawała przez cały XIV wiek. W 1324 roku jej właścicielem został rycerz Godko. W 1359 roku majątek przeniesiono na prawo chełmińskie. Jako właściciel wymieniony jest rycerz Ambroży, na którym spoczywał obowiązek służby wojskowej na koniu, budowania nowych i odbudowy starych zamków oraz łamania lodu na fosie wokół nich.

Dopiero w dokumentach z XV wieku dowiadujemy się o powierzchni Witomina – wynosiła ona 40 łanów (około 700 ha). Ostatnim prywatnym właścicielem miejscowości był Mikołaj Kropelnau, który w 1419 roku sprzedał majątek klasztorowi św. Brygidy z Gdańska. W rękach brygidek Witomino pozostawało do sekularyzacji klasztoru w 1775 roku.

W czasach władania majątkiem przez siostry z Gdańska obszar ziemi uprawnej Witomina zmniejszył się prawie czterokrotnie. Istnieją legendy mówiące o istnieniu kaplicy dworskiej założonej przez brygidki. Nie potwierdzają tego jednak źródła historyczne. Prawdopodobnie mniszki z Gdańska nie sprawowały bezpośredniego nadzoru nad swymi dobrami w Witominie, czyniły to raczej przez swoich administratorów bądź dzierżawiły majątek.

Na te ślady natrafiamy w opracowaniach Franza Schultza. Według nich w 1585 roku dzierżawcą Witomina był niejaki Lubocki. W 1594 roku w dokumentach pojawia się zapis o dzierżawie folwarku Witomino czterem mieszczanom gdańskim – Grzegorzowi Neumanowi, Hieronimowi Schteffesowi, Janowi Rischerssowi i Albrechtowi Schulzowi.

W 1662 roku w Witominie mieszkało 41 osób powyżej dziesiątego roku życia. We wsi był dwór i karczma, mieszkali tutaj: rataj, owczarz, zagrodnicy Konnka i Paweł oraz chłopi o imionach Tomek, Wojtek i Maciej. Była też chałupa zwana Zawadą, którą zasiedlało dwóch mężczyzn i dwie kobiety. W 1772 roku znajdował się tutaj 6-łanowy folwark, zamieszkały przez 33 osoby, w którym pracowały cztery rodziny zagrodników: Marcina Szczypiora, Michała Pobicka, Franciszka Szczypiora i Jana Schultza. Dzierżawcą majątku był Michał Klein, a funkcję sługi leśnego pełnił Wawrzyniec Bachem.

Po sekularyzacji klasztoru brygidek witomińskie dobra przeszły w posiadanie króla pruskiego, a następnie zostały podzielone. Lasy włączono do utworzonego rewiru leśnego (Forst Revier Wittomin), a folwark dalej dzierżawiono. Od 1775 roku jego dziedzicznym dzierżawcą był sołtys gdyński Jerzy Blumhoff.

W protokole wizytacyjnym biskupa Rybińskiego z 1780 roku znajdujemy informację, że Witomino znajdowało się w posiadaniu Bernardyny Przebendowskiej z Kolibek – wdowy po Józefie. W odniesieniu do wcześniejszej informacji wydaje się to błędem biskupiego pisarza. W 1781 roku Witomino zamieszkiwało 30 katolików i 7 innowierców. W 1796 roku dziedzicznym dzierżawcą wsi został radca sądowy Gottfrier Reineck.

W 1820 roku liczba mieszkańców zwiększyła się do 77 osób (39 katolików i 38 ewangelików). Miejscowość była wówczas siedzibą królewskiego podleśnictwa. Po śmierci Reinecka majątek przejęła jego żona, a następnie Görtz i Paulina Görtz, od 1847 roku Schulz, od 1852 roku dzierżawcą był Georg Wienecke, a od 1880 roku Friedrich Wienecke.

Łączny obszar majątku w tym czasie wynosił 191 ha, w tym 170 ha gruntów ornych, 15 ha łąk i przeszło 2 ha lasu. Według spisu z 1874 roku miejscowość zamieszkiwały 74 osoby. W końcu XIX wieku folwark witomiński specjalizował się w hodowli bydła mlecznego. Kolejnymi posiadaczami Witomina w końcu XIX i na początku XX wieku byli Fritz Boelcke i Friedrich Bölcke. W tym czasie majątek zamieszkiwało 54 Polaków i 27 Niemców. W 1905 roku ich liczba zwiększyła się do 100 osób. Cztery lata później Witomino było dzierżawione przez Richarda Drägera.

Administracyjnie miejscowość podlegała pod obwód – wójtostwo Wielki Kack. Od XIII wieku do początków okresu międzywojennego Witomino znajdowało się w obszarze najstarszej gdyńskiej parafii pw. św. Michała Archanioła na Oksywiu, oddalonego o blisko dziesięć kilometrów.

 

Witomino w II Rzeczypospolitej

Po I wojnie światowej i traktacie wersalskim w 1920 roku Witomino przeszło na własność polskiego Skarbu Państwa. Pierwszym dzierżawcą folwarku, położonego pomiędzy dzisiejszymi ulicami Małokacką, Konwaliową i Rolniczą, był komandor Konstanty Jacynicz. Według księgi adresowej z 1923 roku majątek obejmował 191 ha. W latach trzydziestych XX wieku dzierżawcą Witomina był Franciszek Skoraczewski, a po jego śmierci Józef Górski.

Do czasów II wojny światowej w okolicy ulic Rolniczej i Konwaliowej funkcjonował XIX-wieczny dwór. W skład zabudowań gospodarczych wchodziły: stodoła, obora, świniarnia, kuźnia i spichlerz. Nieopodal kuźni, nad stawem, był sad, a po drugiej stronie obecnej ul. Rolniczej (dawniej Dworskiej) stały dworskie czworaki.

 

Zabudowania nieistniejącego folwarku witomińskiego

Zabudowania nieistniejącego folwarku witomińskiego. Fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.

 

W 1926 roku Witomino stało się przedmiotem zainteresowania władz powstającego miasta Gdyni. Pierwsza decyzja związana z zabudową zapadła na początku lat trzydziestych. Na nowe osiedle przeznaczono 4 ha gruntu w okolicy ulic Długiej, Wąskiej, Polnej i Granicznej. W pierwszym rzędzie mieli je zasiedlić mieszkańcy dzikiej osady zwanej Chińską Dzielnicą, istniejącej w okolicy portu gdyńskiego.

Po dokonaniu parcelacji miasto przekazało grunty Towarzystwu Budowy Osiedli. W taki sposób powstał m.in. ciąg domków bliźniaczych przy ul. Granicznej oraz Osiedle Kwiatowe w kwartale ulic Tulipanowej, Szarotki, Storczykowej i Kwiatowej. Niewielka część z tych zabudowań zachowała się do dziś.

 

Rozbudowa Witomina w okresie międzywojennym

Rozbudowująca się dzielnica w międzywojniu. Fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.

Przedwojenna zabudowa Towarzystwa Budowy Osiedli przy ulicy Granicznej na Witominie

Na pierwszym planie resztki przedwojennej zabudowy Towarzystwa Budowy Osiedli przy ul. Granicznej. Fot. Andrzej Busler.

 

W 1926 roku obszar Witomina został włączony do nowo utworzonej parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Śródmieściu Gdyni. Kilka lat później – w 1933 roku – na Witominie zbudowano drewniany kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Jednym z jego budowniczych był mój pradziadek Tomasz Badziąg, a pierwszym proboszczem – ks. Józef Mówiński, zamordowany w 1939 roku w Piaśnicy. Świątynię wzniesiono w szybkim tempie dzięki datkom i pomocy mieszkańców oraz Towarzystwa Budowy Osiedli.

Oficjalne włączenie Witomina w granice Gdyni nastąpiło 1 kwietnia 1933 roku. Także w tym roku przy ul. Poprzecznej postawiono pierwszą serię oryginalnych drewnianych domów projektu Tadeusza Jędrzejewskiego. Jeden z siedmiu takich domów przy ul. Poprzecznej 17 został zakupiony przez moją rodzinę. Według planu zagospodarowania przestrzennego miała to być dzielnica niskiej zabudowy – domów jednorodzinnych z ogrodami.

W 1935 roku zbudowano nową szkołę przy ul. Uczniowskiej (wówczas była to SP 12, dziś SP 35), do której uczęszczała moja babcia Janina, a przy Widnej – remizę Ochotniczej Straży Pożarnej. Powstała także piekarnia, warsztaty rzemieślnicze i kilka sklepów. Ówczesne Witomino liczyło około 4 tys. mieszkańców. Ukończono budowę ul. Witomińskiej i wprowadzono komunikację miejską. Obecne ulice Małokacka i Kielecka były wówczas polnymi drogami. W 1937 roku utworzono Spółdzielnię Spożywców „Witomino” (późniejsza „Zgoda”). W tym czasie księga adresowa dzielnicy obejmowała około czterdziestu ulic.

 

Gdynia Radio i przedwojenne Witomino

Parę lat przed włączeniem Witomina w granice Gdyni, w 1926 roku, uruchomiono witomińską radiostację nadawczo-odbiorczą – Gdynia Radio. Nazwa była przez lata szczególnie znana rodzinom marynarskim, których w Gdyni nie brakowało. Przez całe dziesięciolecia była to jedyna bezpośrednia i stosunkowo rzadka forma krótkich połączeń marynarzy z ich bliskimi, oddalonymi czasami o tysiące kilometrów.

Do historii przeszły w międzywojniu połączenia z załogą „Daru Pomorza”, który wyruszył wówczas w rejs dookoła świata. W tamtym czasie korzystano w łączności z alfabetu Morse’a. W 1939 roku, po zaciętej obronie, stacja została zniszczona i zdobyta przez Niemców. Odbudowano ją w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W najlepszych dla niej czasach pracowało tam około stu osób. Na przełomie tysiącleci łączność radiowa została wyparta przez łączność satelitarną i internet. Gdynia Radio przestała nadawać 31 grudnia 2003 roku.

Ze względu na to, że pochodzę z rodziny marynarskiej, zapamiętałem charakterystyczny zwrot w słuchawce: „Tu Gdynia Radio, łączę...”, który budził ogromne emocje i radość. Na taki telefon czekało się czasami tygodniami.

Całkiem niedaleko od radiostacji – w okolicy obecnej ulicy Narcyzowej – znajdowało się w międzywojniu wysypisko śmieci. Dziś są tam działki rekreacyjne i stoją bloki.

Witomino lat trzydziestych zapisało się we wspomnieniach mojej rodziny jako miejsce spokojne i urokliwe. Bardzo często słyszalny był tutaj język kaszubski, który z biegiem lat stopniowo ustępował miejsca językowi polskiemu. Moja prababcia Agnieszka, która mówiła bardzo poprawną, południową kaszubszczyzną, najczęściej znajdowała kompanów do rozmów w rodnej mowie w sąsiednim domostwie u Hirszów.

Tego domu już nie ma – stał na rogu ulic Stawnej i Poprzecznej w stronę Wielkokackiej. Córka starego Hirsza – jak go nazywano – wyemigrowała wiele lat temu do Ameryki Północnej. Parcelę przejęli nowi właściciele, a w miejscu dawnego domu Hirszów natrafimy na nowoczesną willę. W czasach przedwojennych przy „naszej” ulicy – Poprzecznej – mieścił się posterunek Policji (Poprzeczna 9) z komisarzem posterunkowym Stefanem Bednarczykiem oraz plebania (Poprzeczna 7), gdzie mieszkał ks. proboszcz Józef Mówiński.

 

Ulica Poprzeczna na Witominie w Gdyni w 2021 roku

Nasza dawna ulica – Poprzeczna w 2021 roku. Fot. Andrzej Busler.

 

Sambor i Mestwin – witomińskie buki Stefana Żeromskiego

Lata międzywojenne to także wspomnienie dwóch okazałych buków rosnących na witomińskim wzgórzu, nazwanych imionami książąt kaszubskich – Sambora i Mestwina. Piękne, wiekowe drzewa zostały ścięte przez hitlerowców w 1939 roku.

Buki Sambor i Mestwin są znane także miłośnikom literatury Stefana Żeromskiego. To właśnie wspomniany pisarz nazwał tymi książęcymi imionami dwa piękne drzewa rosnące samotnie na wzgórzu. Jak do tego doszło? W ostatnich latach życia Stefan Żeromski – syn ziemi kieleckiej – stał się piewcą polskiego morza. Przebywając w 1920 roku w Orłowie, pisarz odbył liczne wycieczki po kaszubskiej ziemi, spotykając się z działaczami tego regionu. Owocem tych podróży i spotkań był m.in. szkic Sambor i Mestwin, opisujący w poetycki sposób witomińskie buki.

Kilkadziesiąt lat później nadszedł czas, aby buki Sambor i Mestwin znów zagościły na Witominie. Stało się tak za sprawą Towarzystwa Przyjaciół Orłowa – 12 czerwca 2008 roku przy ul. II Morskiego Pułku Strzelców nastąpiło uroczyste odsłonięcie tablicy oraz posadzenie dwóch buków nawiązujących do dawnej historii. Przez lata nie udało mi się zlokalizować dokładnego, pierwotnego miejsca dawnych drzew. Moim zdaniem nie jest to raczej obecny zakątek ponownego nasadzenia Sambora i Mestwina.

 

Nowe nasadzenia buków Sambor i Mestwin na Witominie

Nowe nasadzenia Sambora i Mestwina w 2008 roku. Fot. Andrzej Busler.

Pamiątkowy kamień poświęcony bukom Sambor i Mestwin na Witominie

Pamiątkowy kamień poświęcony dwóm pięknym witomińskim drzewom. Fot. Andrzej Busler.

Napis poświęcony bukom Sambor i Mestwin na Witominie

Napis związany z Samborem i Mestwinem. Fot. Andrzej Busler.

Rodzina Andrzeja Buslera podczas spaceru historycznego po Witominie

Dawne i kolejne pokolenia naszej rodziny z Witomina. Fot. Żaneta Janicka.

Spacer historyczno-krajoznawczy po Witominie w 2020 roku

Moja opowieść o dawnym Witominie podczas spaceru historyczno-krajoznawczego w 2020 roku organizowanego przez Kaszubskie Forum Kultury. Fot. Żaneta Janicka.

Andrzej Busler i Jarosław Ellwart podczas spaceru historycznego po Witominie

Przy Samborze i Mestwinie zakończyliśmy latem jeden ze spacerów historyczno-krajoznawczych w 2020 roku. Spacer prowadziłem wspólnie z Jarosławem Ellwartem. Fot. Żaneta Janicka.

 

Stare Witomino, Majątek i Nowe Witomino

Opisując okres międzywojenny, warto odnieść się do dawnych określeń poszczególnych części Witomina. Łatwo je umiejscowić, patrząc na dzisiejszą mapę dzielnicy i dzieląc ten obszar według największego witomińskiego skrzyżowania ulic Małokackiej, Wielkokackiej, Chwarznieńskiej i Rolniczej:

  • Stare Witomino – dwie ćwiartki ograniczone ulicami Małokacką i Wielkokacką oraz Wielkokacką i Chwarznieńską. Znajdziemy tam m.in. obszar dawnej inwestycji Towarzystwa Budowy Osiedli, pierwszą witomińską parafię pw. Podwyższenia Krzyża, z przedłużeniem ulicy Słonecznej, Hodowlanej i ich okolicami.
  • Majątek – ćwiartka ograniczona ulicami Rolniczą i Małokacką, obszar dawnego folwarku zlokalizowanego w okolicy obecnej ul. Konwaliowej oraz częściowo po drugiej stronie Rolniczej (dawnej Dworskiej).
  • Nowe Witomino – ćwiartka ograniczona ulicami Rolniczą i Chwarznieńską. Określenie odnosiło się dawniej w szczególności do okolic przedwojennej Szkoły Podstawowej nr 12 (obecna SP 35) – rejonu ulic Nauczycielskiej i Uczniowskiej.

Z tych trzech nazw do dziś w miarę często funkcjonuje określenie Stare Witomino, stosowane zamiennie z Leśniczówką czy popularną nazwą MPS-y. Z nazwą Majątek spotykałem się dawniej u starszych mieszkańców, dziś już zanika, natomiast ostatnie określenie – Nowe Witomino – było najmniej popularne i dziś praktycznie nie występuje.

 

Cmentarz Witomiński – gdyńska nekropolia

Witomino jest znane także z największej gdyńskiej nekropolii – Cmentarza Witomińskiego. Jego początki sięgają okresu międzywojennego. Budowa portu i miasta oraz zwiększająca się liczba mieszkańców sprawiły, że niewielkie cmentarze przykościelne, na czele z oksywskim przy parafii św. Michała Archanioła, stały się niewystarczające i często zbyt odległe.

Pierwsza rozważana lokalizacja przewidywała miejsce u zbiegu ulic Śląskiej i Witomińskiej, ale została oprotestowana przez właścicieli okolicznych działek. Niebawem pojawiła się kolejna lokalizacja, kilkaset metrów dalej przy ulicy Witomińskiej, obejmująca zalesiony obszar należący do Lasów Państwowych. W 1929 roku nastąpiło formalne otwarcie cmentarza. Administrowanie powierzono parafii pw. Najświętszej Maryi Panny. Dwa lata później na kolejnej działce ulokowano cmentarz ewangelicki.

Już niebawem konieczne było powiększenie nekropolii. W czasie wojny cmentarz podlegał głównemu ogrodnikowi miejskiemu, który doprowadził do zniwelowania najwyższych partii. Po II wojnie światowej cmentarz powrócił pod zarząd parafii NMP. W 1951 roku upaństwowiono go i przekształcono w jednostkę komunalną.

Groby tego cmentarza opowiadają historię Gdyni. Mamy tutaj kaszubski panteon – najstarszą część cmentarza z grobami pierwszego wójta Jana Radtkego i przedstawicieli wielu znanych kaszubskich rodów: Skwierczów, Gurskich, Tutkowskich, Grubbów i innych. Kolejne ważne miejsca to kwatera obrońców z 1939 roku, groby ofiar katastrof morskich, m.in. promu „Jan Heweliusz” oraz statków „Kudowa Zdrój”, „Busko Zdrój”, „Nysa” i „Leros Strength”. Tragiczną kartę w dziejach miasta przypominają groby ofiar Grudnia 1970. Znajdziemy tu także wiele postaci, które na trwałe wpisały się w dzieje Gdyni, budując jej dorobek w różnych dziedzinach, m.in. grób prezydent Franciszki Cegielskiej.

 

Witomino podczas II wojny światowej

We wrześniu 1939 roku w miejscowych lasach przez jedenaście dni zaciekłe walki z niemieckim najeźdźcą prowadzili żołnierze 2 Morskiego Pułku Strzelców. Straty polskich wojsk były ogromne – zginęło 452 żołnierzy. Ślad po tej tragicznej historii odnajdujemy dziś w nazwie ul. 2 MPS oraz obelisku poświęconym tej formacji, który wcześniej stał w okolicy dzisiejszego targowiska w pobliżu ul. Niskiej, a później został przeniesiony do parku w pobliże stawu i pomnika Matki Bożej Gdyńskiej u zbiegu ulic Wielkokackiej i Granicznej.

W momencie wybuchu wojny i intensywnych działań na Witominie moja rodzina uciekła ze swego domu na wieś – prawdopodobnie do bliskich na Kociewie. Gdy powrócili po kilku tygodniach, rodzinny dom był splądrowany.

Mój pradziadek był już wówczas starszym człowiekiem i nie został zmobilizowany do Wojska Polskiego w 1939 roku. Zanim przeszedł na emeryturę w 1931 roku, był policjantem. Należał do Związku Zachodniego. Przynależność do tej propolskiej organizacji była powodem, dla którego wiele osób zostało zamordowanych przez Niemców w Piaśnicy, Szpęgawsku i dziesiątkach innych miejsc kaźni pomorskiej inteligencji i patriotów. Łącznie szacuje się, że było to około 40 tys. osób.

Pradziadka ten los szczęśliwie ominął. Trudno powiedzieć, czy zdecydował o tym przypadek, szczęście, jego udział w I wojnie światowej w pruskim mundurze, podeszły wiek czy zwykła pomyłka. Rodzina nie została wysiedlona. Okres wojenny to czas wegetacji, strachu i niejednokrotnie głodu. Ze wspomnień przodków pamiętam opowieści, że gdy w okolicznych lasach nie było już nawet jadalnych grzybów, zbierano olszówki, które kilkukrotnie gotowano, aby pozbyć się trujących toksyn. Nie był to jednak proces w pełni skuteczny, o czym miały świadczyć problemy zdrowotne rodzeństwa mojej babci Janiny, odzywające się po latach.

 

Kamień upamiętniający obrońców Witomina w 1939 roku

Pamiątkowy kamień związany z obrońcami Witomina w 1939 roku. Fot. Andrzej Busler.

Pomnik 2 Morskiego Pułku Strzelców na Witominie

Pamięci 2 MPS. Fot. Andrzej Busler.

Spacer historyczny po Witominie poświęcony 2 Morskiemu Pułkowi Strzelców

O historii 2 MPS opowiadałem podczas spaceru historyczno-krajoznawczego po Witominie w 2020 roku. Fot. Żaneta Janicka.

 

Tak jak pisałem wcześniej – w 1939 roku w piaśnickim lesie zamordowany został proboszcz witomińskiej parafii ks. Józef Mówiński. Losy jego aresztowania były dość skomplikowane. Pierwszy raz został aresztowany 14 września 1939 roku, czyli w momencie zdobycia przez Niemców większości Gdyni (poza Kępą Oksywską, która broniła się do 19 września). Kapłana przetrzymywano jako zakładnika, a tydzień później – 21 września – zwolniono.

23 października został wezwany do siedziby niemieckiego gestapo na Kamiennej Górze i aresztowany. Od 25 października więziono go w obozie przejściowym Neufahrwasser w Gdańsku-Nowym Porcie. 2 listopada przetransportowano go do obozu koncentracyjnego KL Stutthof. Stamtąd wywieziono go na miejsce straceń w lesie piaśnickim i zamordowano 11 listopada.

Administratorem witomińskiej parafii w czasie wojny był pochodzący z Bytonii na Kociewiu ks. Paweł Lubiński, duszpasterz parafii pw. Chrystusa Króla w Gdyni-Małym Kacku. W czasie okupacji hitlerowskiej, po aresztowaniu i straceniu ks. Józefa Mówińskiego, witomiński kościół został zamknięty, a kurację witomińską przydzielono do parafii małokackiej.

Historia nie zawsze była czarno-biała. Moja babcia Janina, wówczas kilkunastoletnia dziewczyna, trafiła do pracy w sklepie wielobranżowym w Orłowie, w okolicy placu Górnośląskiego. Właścicielami była niemiecka rodzina, która prawdopodobnie przejęła majątek po wysiedlonych Polakach. Babcia wspominała, że Niemcy dobrze ją traktowali. Wyjątkiem był najmłodszy syn z rodzeństwa, gorliwy członek młodzieżowej organizacji Hitlerjugend.

Sytuacja zmieniła się w 1943 roku podczas jednego z nalotów na Gdynię. Młody Niemiec znalazł się wówczas w centrum bombardowania, cudem przeżywając i widząc wielu zabitych oraz rannych. Po tych wydarzeniach zaprzestał działalności w Hitlerjugend. Skończyły się także jego docinki i szyderstwa wobec mojej babci z powodu jej polskiego pochodzenia – zaczął ją traktować jak reszta jego rodzeństwa i rodziców. Babcia twierdziła, że od tej rodziny zaznała wiele dobrego. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść wraz z końcem wojny i wkroczeniem Armii Czerwonej.

 

Janina z koleżankami na Witominie podczas II wojny światowej

Moja babcia Janina (stoi) z koleżankami na Witominie. Lata II wojny światowej. Fot. Archiwum rodzinne.

Janina na Starym Witominie podczas II wojny światowej

Moja babcia i Stare Witomino. Okres wojenny. Fot. Archiwum rodzinne.

 

Józef Olszewski „Andrzej”

W czasie okupacji niemieckiej na Witominie miała miejsce jedna z największych wsyp pomorskiej konspiracji. To tutaj gestapo aresztowało kpt. Józefa Olszewskiego (pseudonim „Andrzej”), który od 1941 roku kierował z ramienia dowództwa podokręgu pomorskiego ZWZ rozbudową i pracą komórek konspiracyjnych.

Kpt. Olszewski był komendantem Podokręgu Północ (Morskiego) oraz Okręgu Pomorze Armii Krajowej. Współpracował z ekspozyturą „Zachód” Związku Jaszczurczego w zakresie wywiadu antyniemieckiego i przerzutów do Szwecji. Przez rok działał w Gdyni pod nazwiskiem Juliusz Wagner, otrzymując skierowanie do pracy w tartaku na Grabówku, nieopodal ul. Morskiej.

Komórki koordynowane przez „Andrzeja” prowadziły działalność polegającą na zbieraniu informacji o bazie Kriegsmarine w Gdyni, obydwu portach, stoczni oraz stanie i rozmieszczeniu niemieckiej obrony wybrzeża. Jednym z ważnych zadań było zdobycie mapy pól minowych Zatoki Gdańskiej. „Andrzej” współpracował z różnymi polskimi formacjami konspiracyjnymi – Szarymi Szeregami, Związkiem Jaszczurczym, TOW „Gryf Pomorski”, Polską Armią Powstania, Tajnym Hufcem Harcerskim i innymi. Jego rolą było także ich scalenie, czego niestety nie zdążył dokonać.

Kpt. Józefa Olszewskiego gestapo aresztowało 5 października 1942 roku w konspiracyjnym mieszkaniu rodziny Rogozińskich przy ul. Poprzecznej 18. Niemcy, w celu upozorowania zdrady, przywieźli aresztowanego wcześniej i zmaltretowanego Lucjana Cylkowskiego. „Andrzej” był katowany przez gestapowców już w mieszkaniu. Niepostrzeżenie zdążył zażyć truciznę ukrytą w klapie marynarki, jednak była ona zwietrzała i zadziałała dopiero jakiś czas później, gdy polskiego oficera wieziono do siedziby gdyńskiego gestapo na Kamiennej Górze.

Nie jest znane miejsce pochówku kpt. Olszewskiego. Jego symboliczny grób znajduje się w Gostyninie – miejscu jego urodzenia. Po śmierci odznaczono go Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Śmierć „Andrzeja” znacząco osłabiła działalność pomorskiej konspiracji i pociągnęła za sobą wiele kolejnych aresztowań.

Podobnie jak we wrześniu 1939 roku, krwawe walki o Witomino toczyły się w marcu 1945 roku. Moja rodzina bardzo źle wspominała ten czas. Na szczęście nie spotkało jej najgorsze – śmierć czy gwałty ze strony żołnierzy radzieckich. Nie ominęły jej natomiast grabieże i przymusowe grzebanie setek żołnierzy niemieckich i radzieckich w miejscowych lasach.

Był to jeden z powodów, dla których moja babcia Janina, mająca w 1945 roku osiemnaście lat, nie lubiła witomińskich lasów. Straszne widoki zapisały się także w jej pamięci na ulicy Poprzecznej, nieopodal naszego domu. Na drodze pełno było ciał i szczątków poległych żołnierzy rozjeżdżonych przez czołgi. Kompletnemu zniszczeniu uległy witomiński kościół oraz folwark. W ten pierwszy, wedle wspomnień mojej rodziny, 23 marca 1945 roku uderzył pocisk rakietowy – katiusza.

Nasz rodzinny dom został trafiony granatem, który nie wyrządził większych szkód. W momencie ostrzału większość rodziny chroniła się w domowej piwnicy. Wyjątkiem była moja babcia Janina, która zostawała na powierzchni, twierdząc, że jeśli w budynek uderzy większy pocisk, gruz przysypie całą rodzinę. Na szczęście tak się nie stało. Do końca nie wiem, czy była to odwaga, czy pragmatyzm. Przy naszej ulicy została także zniszczona plebania przy Poprzecznej 7.

W tym tragizmie zdarzały się jednak sytuacje groteskowe. Tak jak wspomniałem wcześniej, moja rodzina, podobnie jak wiele innych tutejszych, została okradziona przez żołnierzy radzieckich, którzy zabierali najczęściej rowery i zegarki. Rosjanki paradowały nieopodal naszego domu w zrabowanych koszulach nocnych i damskich halkach, biorąc je za piękne suknie.

II wojna światowa była tragiczna dla wielu witominian, a tysiące żołnierzy walczących w wojskach polskich, niemieckich i radzieckich zakończyło w walkach o Witomino i okolice swe życie. Po wojnie w okolicznych lasach pozostało sporo sprzętu wojskowego i niewypałów. Niestety w pierwszych powojennych latach zdarzały się tragiczne wypadki, szczególnie wśród chłopców, którzy bawili się tym sprzętem. Z biegiem lat witomińskie lasy zostały oczyszczone z tych niebezpiecznych pozostałości przez saperów, jak i pasjonatów militariów. Do dziś jest jednak w tym lesie sporo miejsc, gdzie można natrafić na różne pozostałości II wojny światowej – zarówno sprzętu, jak i ludzkich szczątków. Oczywiście do takich poszukiwań nie namawiam i celowo nie wskazuję dokładnych miejsc.

Witomino po II wojnie światowej

W pierwszych latach po wojnie zniszczona świątynia na Witominie została odbudowana. Zanim to nastąpiło, mieszkańcy dzielnicy w dalszym ciągu przynależeli do parafii pw. Chrystusa Króla na Małym Kacku z legendarnym ks. Robertem Rompą. W 1946 roku z inicjatywy witominian zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Caritas” przystąpiono do zbierania składek na budowę nowego kościoła.

Ocalałe materiały z dawnej świątyni zagospodarowało Stowarzyszenie Odbudowy Kościoła Katolickiego, które wykorzystało je do odbudowy kościoła w latach 1946–1947 według planu inż. Stanisława Ziołowskiego. Ks. Robert Rompa zachował się we wspomnieniach rodzinnych jako mocno konserwatywny kapłan, który na wszystkie pytania miał zawsze szybką i stanowczą odpowiedź. Często, gdy ktoś czegoś nie wiedział lub słabo orientował się w jakimś temacie, słyszał następujące stwierdzenie: „Nie wiesz, to idź do księdza Rompy, on wszystko wie i ci powie!”

8 grudnia 1947 roku ks. biskup Kazimierz Józef Kowalski poświęcił nowo budowany kościół witomiński. Wówczas świątynia otrzymała drugi tytuł: Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Przez krótki czas parafią zarządzał ks. Lucjan Dambek, który kontynuował prace budowlane.

We wspomnieniach mojej rodziny szczególnie zapisał się kolejny proboszcz – ks. kanonik Władysław Szulta, który był naszym przyjacielem. Wyświęcono go w 1939 roku w Pelplinie. Ciekawostką jest fakt, że przez krótki czas w 1939 roku był kapelanem biskupa Konstantyna Dominika. Ks. Szulta przybył do witomińskiej parafii w 1949 roku i był znany z mocnych antykomunistycznych poglądów.

My zapamiętaliśmy go jako bardzo miłego, bezpośredniego człowieka, unikającego w kontaktach z parafianami niepotrzebnego patosu i wyniosłości. Gdy była taka potrzeba, potrafił bardzo ostro i stanowczo kogoś postawić do przysłowiowego pionu, ale poza tym był bardzo naturalny, uczestnicząc zwyczajnie w życiu Witomina – nieraz grał z nami w karty, tańczył, jeździł na sankach, cieszył się z naszych radości, a smucił troskami. Był po prostu jednym z nas – tak to odczuwaliśmy.

Posługę proboszcza parafii pełnił przez 39 lat, odszedł do wieczności w 2005 roku i spoczywa na Cmentarzu Witomińskim. Za jego czasów parafia wzbogaciła się o dzwon z wieżą, wystrój świątyni i nowe organy. Kontynuowano także dalsze prace budowlane i remontowe, a w latach 1957–1972 wybudowano nowy budynek plebanii przy ul. Hodowlanej.

Następcą ks. Szulty był ks. Zygfryd Leżański, który zapisał się w pamięci parafian wieloma inicjatywami: ustawieniem na skwerze ks. Józefa Mówińskiego pomnika Matki Bożej Gdyńskiej, remontem kościoła oraz budową domu parafialnego, a także wprowadzeniem pisma „Zacheusz”. Kolejni proboszczowie witomińskiej parafii pw. Podwyższenia Krzyża to ks. Tadeusz Balicki oraz ks. Piotr Szamocki.

 

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego i Niepokalanego Poczęcia NMP na Witominie

Obecny kształt kościoła pw. Podwyższenia Krzyża i Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Fot. Andrzej Busler.

 

Pomnik Matki Bożej Gdyńskiej

Bardzo znanym i charakterystycznym elementem wpisanym w pejzaż Witomina jest wspomniany wcześniej dwudziestopięciometrowy pomnik Matki Bożej Gdyńskiej, powiązany z najstarszą witomińską parafią. Pomnik zlokalizowany jest na skwerze ks. Józefa Mówińskiego. Został ufundowany przez parafian i darczyńców jako wotum dziękczynno-błagalne na 2000 rok – Wielki Jubileusz Chrześcijaństwa – z wdzięczności za orędownictwo i opiekę nad Gdynią.

Na szczycie pomnika znajduje się replika trzykrotnie powiększonej figury Najświętszej Maryi Panny. Jej oryginał pozostaje w parafii. Historia oryginalnej rzeźby sięga lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy za sprawą gdyńskich rybaków figura Matki Bożej stanęła wśród pól w okolicy placu Kaszubskiego.

Poniżej usytuowano figurę św. Wojciecha – patrona Polski – oraz papieża św. Jana Pawła II. W 2002 roku pomnik został poświęcony przez metropolitę gdańskiego abp. Tadeusza Gocłowskiego. U dołu pomnika przytwierdzono pięć płyt z napisami:

  • Maryi – Bogarodzicy Pani Świata i Naszej Królowej – mieszkańcy Gdyni.
  • W hołdzie Bogu w Trójcy Jedynemu na progu trzeciego tysiąclecia.
  • Bogu Wszechmogącemu chwała i uwielbienie za 750 lat Witomina – mieszkańcy Witomina 22.VI.2003.
  • Maryi Matce Boga i Naszej Królowej – firma Mega Jerzy Szulist budowniczy i sponsor Gdynia 2003.
  • Christus Heri Hodie Semper Jubilaeum A.D. 2000.

Pomnik Matki Bożej Gdyńskiej na Witominie

Pomnik Matki Bożej Gdyńskiej w zimowej scenerii przy skwerze ks. Mówińskiego. Fot. Andrzej Busler.

 

Witomino w czasach PRL

W czasach PRL-u kompletnie zatarł się dawny charakter Witomina. Działo się to w różnych przestrzeniach. W latach pięćdziesiątych zmieniono nazwę jednej z głównych witomińskich ulic – Dworskiej – na Rolniczą. Zmieniono także nazwę ulicy Pańskiej na Traktorzystów. Po 1989 roku powrócono do dawnej formy i znów mamy ulicę Pańską na Witominie.

 

Ulica Stawna na Witominie pod koniec lat czterdziestych XX wieku

Moja babcia Janina spacerująca ulicą Stawną. Prawdopodobnie koniec lat 40. ubiegłego wieku. Fot. Archiwum rodzinne.

Rodzinny ogród na Witominie w latach pięćdziesiątych XX wieku

Babcia Janina w rodzinnym ogrodzie, lata 50. ubiegłego wieku. Fot. Archiwum rodzinne.

 

W latach 60. ubiegłego wieku rozpoczęła się intensywna rozbudowa dzielnicy przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Bałtyk”. W okolicy dawnego folwarku powstała niewielka fabryka materiałów budowlanych. Zabudowywanie trwało do lat 80. ubiegłego wieku. Powstało wiele wieżowców i bloków czteropiętrowych, pawilony handlowe, ośrodek zdrowia i Osiedlowy Klub Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej „Bałtyk”.

Witomino rozbudowywano w ramach dwóch osiedli: Radiostacji i Leśniczówki – obecnie te nazwy są często używane. W dawnej remizie strażackiej uruchomiono kino „Iskra”. W 1968 roku Witomino stało się miejscem bazy 2 Morskiego Pułku Strzelców im. Stanisława Dąbka.

Z biegiem lat, na skutek intensywnej zabudowy Witomina, znikało wiele jego dawnych reliktów. Mam tutaj na myśli nie tylko dawne domy jednorodzinne. W mojej pamięci zachowała się bardzo charakterystyczna stara pompa wodna stojąca w miejscu obecnej Witawy. Według wspomnień starszych witominian to ona przez kolejne powojenne lata zaopatrywała mieszkańców odbudowującego się osiedla w pitną wodę.

Z mojego dzieciństwa, przypadającego na koniec lat siedemdziesiątych XX wieku, pamiętam charakterystyczny obrazek kolejek z wiadrami i baniakami do beczkowozów systematycznie odwiedzających dzielnicę. Brak wody w kranach był wówczas powszechnym zjawiskiem, zdarzało się to czasem kilka razy w tygodniu.

Kolejny piękny dawny relikt to witomińska ceglana leśniczówka, rozebrana w 1980 roku. To od niej swą nazwę przyjęła ta część Witomina. Znajdowała się w okolicy obecnej pętli autobusowej przy ul. 2 MPS.

 

Dawna leśniczówka na Witominie

Zabudowania nieistniejącej leśniczówki. W latach powojennych jej nazwę przejęło powstające osiedle. Fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.

Miejsce dawnej leśniczówki na Witominie w 2021 roku

Miejsce dawnej witomińskiej leśniczówki wiele lat później – w 2021 roku, przy pętli autobusowej 2 MPS. Fot. Andrzej Busler.

 

Obok leśniczówki był staw. Zresztą takich oczek było więcej w różnych częściach Witomina. Najbardziej znane to chyba to w okolicy ul. Stawnej, które jeszcze w moim dzieciństwie było o wiele większe i głębsze. W latach pięćdziesiątych podczas jednej z zim topiła się w nim jedna z moich ciotek. Wówczas miała kilka lat i ślizgała się na lodzie, który się załamał.

W minionych latach natrafiałem na artykuły związane z dawnym jeziorem Witomińskim. Według tych hipotez miał to być dawniej spory zbiornik wodny. Obecnie zachowały się jego pozostałości w postaci sadzawki przy Pomniku Matki Bożej Gdyńskiej przy skrzyżowaniu ulic Wielkokackiej i Stawnej.

Istnieją hipotezy, że „staw Andrzejczaka” mógł łączyć się z innymi stawami znajdującymi się w pobliżu, na terenie dawnego majątku przy obecnej ulicy Konwaliowej. Gdyby połączyć wymienione powyżej stawy, otrzymalibyśmy jezioro o długości około jednego kilometra, zbliżone kształtem do litery „L”. Hipotezę o istnieniu jeziora podbudowuje fakt, że między „stawem Andrzejczaka” a stawami znajdującymi się niegdyś w okolicach dzisiejszej ulicy Konwaliowej jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku były doskonale widoczne cztery mokradła wraz z charakterystyczną roślinnością.

 

Witomińskie lasy i Krykulec

Ogromnym walorem Witomina były od wieków piękne lasy otaczające tę wieś, a w późniejszych latach dzielnicę Gdyni. Bardzo charakterystycznym miejscem jest Krykulec – dawna osada i leśniczówka, położona nad rzeką Kaczą w pobliżu linii kolejowej Gdynia–Kościerzyna, czyli części historycznej magistrali węglowej wybudowanej w okresie międzywojennym.

Ostatnim istniejącym budynkiem na Krykulcu była dawna leśniczówka, rozebrana na początku XXI wieku. Dziś nowy budynek leśnictwa znajdziemy trochę dalej. Ciekawostką jest fakt, że z tego miejsca zobaczymy morze. Nieopodal Krykulca znajduje się szeroki zakręt wspomnianej linii kolejowej, gdzie w 1948 roku doszło do poważnej katastrofy. Na tył pociągu towarowego, z powodu awarii hamulców, najechał rozpędzony skład z węglem jadący od strony Osowej. W wypadku zginął kierownik tego pociągu, a porządkowanie miejsca katastrofy zajęło cztery dni.

 

Dawny wiadukt przedwojennej linii kolejowej Gdynia-Kokoszki w lasach Witomina

Dawny wiadukt przedwojennej linii Gdynia–Kokoszki. Fot. Andrzej Busler.

Droga Witomińska w pobliżu leśniczówki

Droga Witomińska nieopodal obecnej leśniczówki. Fot. Andrzej Busler.

 

W pobliżu Krykulca natrafimy na rezerwat florystyczny „Kacze Łęgi”. W tym zakątku czeka na nas ciekawy architektonicznie międzywojenny wiadukt nieistniejącej linii Gdynia–Kokoszki. Idąc dalej, natrafimy na zbiornik retencyjny „Krykulec”. To częste miejsce spacerów i wypoczynku witominian i nie tylko.

Ostatnia część osady Krykulec znajdowała się dawniej bliżej Obwodnicy Trójmiasta, w stronę Dąbrowy. Wędrując tymi leśnymi duktami, drugim brzegiem Kaczej, natrafimy na charakterystyczne miejsce zwane „mogiłami”. Do dziś znajdują się tam bezimienne groby wojenne.

 

Zimowy spacer na Krykulcu w 1973 roku

Moja mama Jolanta na zimowym spacerze na Krykulcu w 1973 roku. Fot. Archiwum rodzinne.

Krykulec w 1981 roku – Andrzej Busler z mamą Jolantą

Moje pierwsze zdjęcia na Krykulcu – z mamą Jolantą w 1981 roku. Fot. Archiwum rodzinne.

Zbiornik retencyjny Krykulec na Witominie

Zbiornik retencyjny „Krykulec”. Fot. Andrzej Busler.

 

Na ciekawą część lasów witomińskich natrafimy w okolicy ulicy Narcyzowej. W pobliżu Skweru Witomińskiego znajdował się do lat 90. ubiegłego wieku wyciąg narciarski. Parę okolicznych wzniesień dawało zimową porą szansę na zjazdy narciarskie i saneczkowe. Dziś stoki są prawie całkowicie zarośnięte, a resztki elementów wyciągu zostały zdemontowane.

Schodząc w dół leśnymi ścieżkami, natrafimy na tzw. lotnisko, czasem potocznie zwane „lotnichem”. To spore boisko, a dawniej była tam strzelnica sportowa.

Na ciekawy obiekt, a raczej jego resztki, natrafimy, idąc lasem w stronę Śródmieścia równolegle do ulicy Kieleckiej. Po prawej stronie znajdziemy w lesie sporej wielkości wieżę widokową. Pochodzi z czasów PRL-u. Co ciekawe, do jej instalacji użyto helikoptera. Dziś jej stan uniemożliwia bezpieczne wejście. Jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku można było tam wejść i podziwiać piękny widok w stronę Śródmieścia, Redłowa i Zatoki Gdańskiej.

 

Witomino w ostatnich latach

W 2003 roku u zbiegu ulic Wielkokackiej i Chwarznieńskiej stanęło kilkunastokondygnacyjne centrum „Witawa”, będące swoistym symbolem dzielnicy i punktem odniesienia na mapie. Oprócz funkcji mieszkalnych pełni ono również funkcje handlowe.

W kolejnych latach Witomino, wspólnie z Chwarznem, stało się miejscem realizacji dużych inwestycji drogowych Gdyni, mających usprawnić połączenie z Obwodnicą Trójmiasta oraz zachodnią częścią miasta.

Wspominając o współczesnym Witominie, natrafimy na dwie często funkcjonujące nazwy jego części: Radiostacja i Leśniczówka. Pierwsza wzięła swą nazwę od opisywanej wcześniej stacji nadawczej Gdynia Radio, natomiast druga od budynku leśniczówki, którą rozebrano przeszło czterdzieści lat temu, w miejscu obecnej pętli autobusowej przy ul. 2 MPS.

Andrzej Busler

 

Andrzej Busler i Tomasz Rembalski podczas spaceru historycznego po Witominie w 2018 roku

Dawną historię Witomina przybliżaliśmy wspólnie z dr. Tomaszem Rembalskim (po prawej) w 2018 roku. Fot. Ewa Nowicka.

Uczestnicy spaceru historycznego po Witominie w 2018 roku

Uczestnicy spaceru historycznego po Witominie w 2018 roku. Fot. Ewa Nowicka.

Andrzej Busler opowiada o historii Witomina w Radiu Gdańsk

Witomińską historię przybliżałem w Radiu Gdańsk w programie red. Tatiany Slowi w 2019 roku. Fot. Małgorzata Bądkowska.

 

Autor artykułu składa podziękowania dr. Tomaszowi Rembalskiemu oraz Dariuszowi Małszyckiemu z Muzeum Miasta Gdyni za udostępnienie archiwalnych zdjęć pochodzących ze zbiorów MMG.

 

Więcej o historii Gdyni

Więcej publikacji poświęconych dziejom miasta, jego mieszkańcom i poszczególnym dzielnicom znajdziesz w kategorii Historia Gdyni.

Komentarze do wpisu (11)

Napisz komentarz
Ł

Łukasz

Witam proszę o informację kiedy kolejny spacer w 2026 roku.

B

Bożena

Znam Gdynię i bardzo, bardzo ją lubię, Witomino to wspomnienia o mojej cioci, ale i Leszczynki to moja rodzina mimo, że jestem ze Śląska. Pozdrawiam Krzysztofa z Granicznej.

K

Katarzyna Kubiszewska

Czy coś wiadomo o książce Witomino , moja rodzina mieszkała przy ul. Wąskiej 3 , a rodzice nadal mieszkają przy Ulicy Slonecznej .Pozdrawiam

J

Jan Ligocki

08.03.2024 Od urodzenia mieszkałem przy ul. Wąskiej (prawie sąsiad). Niestety jak do tej pory nie natrafiłem na pańską książkę.proszę o info na meila: marynarz2@vp.pl pozdrowienia.

M

Marcin Broniszewski

Witam, czy udało już się wydać książkę ?

K

Krzysztof Jabłoński

Bardzo ładny szkic na temat Witomina. Jestem mieszkańcem Witomina od urodzenia a mój dom jest na jednym ze zdjęć w Pana opracowaniu. Mój dziadek był jednym z pierwszych mechaników którzy uruchomili pierwszy autobus w Gdyni. Lubię swoją dzielnicę i cieszę się że mogłem się więcej o niej dowiedzieć.

B

Bogumiła Cirocka

To będzie arcyciekawa książka, jak sądzę.

A

Andrzej Busler

Książkę planuję wydać w połowie 2021 roku. Mam zamiar jeszcze trochę uzupełnić materiał.

A

Andrzej Busler

Dziękuję, jeszcze sporo do uzupełnienia zostało. Książkę przywiozę osobiście do Stężycy!

W

Wojciech Lewandowski

Proszę o inf kiedy ukaże się książka

W

Wanda Lew - Kiedrowska

GRATULACJE i Tobie, za serce, i Gdyni, że ma takiego dokumentalistę! Już piszę się w kolejkę na wydanie książkowe!