Dwa lata po nawałnicy

0
Dwa lata po nawałnicy

Był las, będzie las...

 

Dwa lata po nawałnicy

 

W sierpniu 2019 roku, Radio Gdańsk przez kilka dni emitowało cykl nawiązujący do tragicznej nawałnicy, która spustoszyła sporą część Kaszub w 2017 roku. Miałem okazję uczestniczyć w jednej z audycji prowadzonej przez dziennikarza Roberta Grotha. Wspólnie z dh. Andrzejem Rodą z OSP Sulęczyno oraz dh. Tadeuszem Darhaczem z OSP Chwaszczyno wspominaliśmy nasze działania sprzed dwóch lat. Program wzbogacono wywiadami, których udzielaliśmy w 2017 roku.

W ciągu dwóch lat udało się w większości naprawić szkody, które wyrządziła nawałnica w szczególności w domostwach oraz różnego typu infrastrukturze m.in. drogowej, energetycznej itp. Przeważająca część terenów Lasów Państwowych została uporządkowana, o wiele gorzej wygląda wiele lasów prywatnych, gdzie uporządkowano zaledwie połowę spustoszonego obszaru. Wielu prywatnych właścicieli lasów jest bezradna w tej kwestii i nie można się takiemu stanowi dziwić.

Część zniszczonych obszarów jest już zalesiana, jednak za naszego życia z pewnością nie doczekamy się w wielu miejscach, tak okazałych i pięknych lasów. Nawałnica zbiera także swoje krwawe żniwo już po czasie. Dh Andrzej Roda przytoczył historię drwala, który uległ kilka miesięcy temu śmiertelnemu wypadkowi przy wykonywaniu prac na terenach ponawałnicowych.

Miejmy nadzieję, że nie dotknie nas już podobna tragedia na Kaszubach oraz w innych regionach Polski.

Dwa lata po nawałnicy w Radiu Gdańsk. Od lewej: dziennikarz Robert Groth, dh Tadeusz Dargacz z OSP Chwaszczyno, dh Andrzej Roda z OSP Sulęczyno oraz prezes ZKP Gdynia Andrzej Busler. Fot. Archiwum AB

 

Poniżej zamieszczam archiwalny artykuł z miesięcznika "Pomerania" (12/2017). Niespełna dwa lata temu opisywałem w nim akcję pomocy, którą zorganizowaliśmy w Gdyni dla gminy Sulęczyno po nawałnicy.

 

Obraz po nawałnicy

Akcja trwa

 

Mija już kilka miesięcy od feralnej nocy 11/12 sierpnia kiedy to sporą część Kaszub dotknęła nawałnica o niespotykanej dotychczas sile, pustosząc rozległe obszary leśne, niszcząc wiele domostw oraz co najgorsze – powodując ofiary śmiertelne.

Dzień po nawałnicy byłem z moją rodziną na Kaszubach środkowych. W wielu miejscach nie było prądu, były widoczne pojedyncze, powalone drzewa, ale straty nie były duże. W stacjach telewizyjnych można było zobaczyć dramatyczne relacje z Suszka, gdzie zginęli harcerze. Dwa dni później, cała Polska dowiedziała się o ogromie zniszczeń w Rytlu za sprawą sołtysa tej miejscowości Łukasza Ossowskiego, który apelował o pomoc. Media rządzą się swoimi prawami i dlatego przez kolejne dni słyszeliśmy w radio i telewizji głównie o tych dwóch miejscowościach. Sporo ochotników z różnych części Polski pojechało pomagać głównie do Rytla. W różnych miejscach na Pomorzu jak i poza jego granicami uruchomiono zbiórkę darów dla tej miejscowości. Kilka dni później sołtys Rytla apelował, aby nie przesyłać darów, bo Rytlowi grozi kolejna klęska – tym razem od nadmiaru pomocy.

Dzień po mojej wizycie na Kaszubach środkowych otrzymałem zapytanie od redaktora Mariusza Sieraczkiewicza z portalu Młoda Gdynia, z którym współpracujemy jako ZKP Gdynia – czy nasza organizacja planuje uruchomienie pomocy dla terenów objętych nawałnicą? Wiedziałem już, że niektórzy nasi członkowie włączyli się w pomoc dla Rytla pamiętam że odpowiedziałem dość lakonicznie. Sprawa nie dała mi jednak spokoju. Trzy dni później, będąc w sprawach służbowych w Kartuzach spotkałem znajomych z Sulęczyna, którzy przedstawiali dość dramatyczny obraz po nawałnicy i bardzo narzekali na brak pomocy. Twierdzili, że zostali pozostawieni sami sobie w tym trudnym momencie i jedynym wsparciem służy im miejscowa jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej. Po tej rozmowie wykonałem telefon do red. Tatiany Slowi z Radia Gdańsk, która pochodzi z gminy Sulęczyno. Potwierdziła to co usłyszałem. Parę godzin później Radio Gdańsk emitowało dramatyczne apele o pomoc wójta gminy Lipusz Mirosława Ebertowskiego oraz starościny kartuskiej Janiny Kwiecień. Wspólnie z moimi znajomymi próbowaliśmy zainteresować tematem media. Usłyszeliśmy, że jest lato, jest już po nawałnicy i słuchacze żyją inną tematyką. Pamiętam, że po tej odpowiedzi nie przespałem nocy, wcześnie rano pojechałem w zawodowych sprawach na Półwysep Helski.

 

Pierwsze działania

Wiedziałem już, że musimy pomóc i nie należy się oglądać na innych i zwlekać z działaniem. Wczesnym rankiem, w drodze na Hel wykonałem kilkanaście telefonów – do członków naszego gdyńskiego  oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego oraz zaprzyjaźnionych instytucji. Wszyscy bez zastanawiania przyłączali się do akcji. Rozpoczęliśmy zbiórkę potrzebnych środków w Kaszubskim Forum Kultury, na początku była to głównie woda mineralna, napoje energetyczne, konserwy, słodycze itp. Rozpropagowaliśmy akcję w internecie. Na nasze konto zaczęły wpływać pierwsze przelewy dla poszkodowanych po nawałnicy. Tego samego dnia, wieczorem, dwoma załadowanymi po brzegi samochodami z darami, wspólnie z red. Tatianą Slowi i Franciszkiem Gurskim dotarliśmy do Sulęczyna. Pierwsze kroki skierowaliśmy do remizy Ochotniczej Straży Pożarnej, która działała pełną mocą. Tam spotkaliśmy się z jej dowódcami dh. Robertem Rodą, dh. Andrzejem Rodą oraz starościną kartuską Janiną Kwiecień – którzy prosili o przekazanie podziękowań dla osób, dzięki którym dowieźliśmy dary. Okazało się, że faktycznie na tym terenie większość działań spoczęło na miejscowej OSP. Część jednostek Państwowej Straży Pożarnej z Kartuz została skierowana do powiatu chojnickiego, o którym było tak głośno w mediach. W pierwszych godzinach akcji strażacy z OSP Sulęczyno podejmowali rannych z otwartymi złamaniami, w jednym przypadku ratowana osoba z dużym krwotokiem była zakażona wirusem żółtaczki. Na szczęście nie doszło do zarażenia ratowników, jednak zgodnie z procedurami i zdrowym rozsądkiem spora ilość sprzętu ratowniczego została zutylizowana. W kolejnych dniach po nawałnicy, strażacy z Sulęczyna i sąsiednich jednostek pracowali niemal bez przerwy. Po paru dobach tak ciężkiej pracy, zaczęło dochodzić do wypadków, działo się to z przemęczenia. Wielu strażaków zostało mocno pokaleczonych. W związku z tym podjęliśmy decyzję, że kolejny transport darów dla Sulęczyna obejmie głównie środki opatrunkowe, które były tak bardzo potrzebne w tym momencie. Podczas naszej pierwszej wizyty w Sulęczynie, kolejne kroki skierowaliśmy do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Po rozmowie z jego kierowniczką Ewą Kulaszewicz wybraliśmy najbardziej poszkodowaną rodzinę i za pośrednictwem GOPS przekazaliśmy przelew na pomoc dla nich. Tego dnia sporo jeździliśmy po okolicy, ogrom zniszczeń był przytłaczający. Dla wielu z nas, Kaszubów z Gdyni nie są to obce tereny. Sporo naszych rodzin wywodzi się z Kaszub środkowych i południowych. Niektóre gdyńskie firmy związane z branżą morską posiadały ośrodki wczasowe nad pobliskim jez. Mausz. Od lat było to miejsce wypoczynku wielu gdynian. Jednym z takich miejsc był ośrodek dawnego „Dalmoru”, który został bardzo mocno dotknięty nawałnicą. Kilka dni później przy jego odgruzowywaniu pomagali strażacy-ochotnicy z odległej gminy Kościan. Ucierpiały także inne ośrodki wczasowe – w tym bardzo mocno „Skierka” i pozostałe nad jez. Mausz. Tragicznie wyglądały okolice Kłodna oraz wiele hektarów lasów w stronę Lipusza. Widząc obraz po nawałnicy nasuwała się myśl, że potrzeba miesięcy, a być może lat, aby doprowadzić ten obszar do pierwotnego stanu, szczególnie jeśli chodzi o powierzchnie leśne. Z pewnością wielu miejscach nie doczekamy się już za naszego życia tak pięknych lasów. Podobnie źle, wyglądała sytuacja w sąsiednich gminach: Lipusz, Parchowo i Dziemiany. Niestety wszystkim nie byliśmy w stanie pomóc jako jeden oddział ZKP, dlatego musieliśmy się skupić na jednej gminie – wybór padł na Sulęczyno. Z jednej strony widok w wielu miejscach tej gminy był przerażający, a z drugiej ujęła nas z pewnością postawa strażaków z miejscowej OSP. Ciężko mi wyobrazić sobie jak to wszystko by wyglądało gdyby ich nie było. W pierwszych godzinach po nawałnicy, kolumna samochodów Państwowej Straży Pożarnej i karetek przebijała się do Sulęczyna z Kartuz przeszło pięć godzin (normalnie ten dystans pokonuje się w pół godziny). Większość dróg była zablokowana przez powalone drzewa. Jedynymi ratownikami na dość sporym obszarze byli wówczas strażacy-ochotnicy. Będąc w Sulęczynie wielokrotnie z nimi rozmawiałem – nie pozowali na bohaterów, mówili o swoich obawach, czasem strachu, który towarzyszył im podczas akcji, szczególnie w jej pierwszych godzinach.

Parę dni po naszej pierwszej wizycie w Sulęczynie na skutek działań red. Tatiany Slowi do Sulęczyna przyjechał wóz transmisyjny Radia Gdańsk. Od tego momentu sprawa pozostawionych samych sobie gmin – Sulęczyna, Lipusza, Parchowa Dziemian zaczęła częściej pojawiać się w mediach.

Krajobraz po nawałnicy gminie Sulęczyno. Fot. Andrzej Busler

 

Okolice Kłodna. Fot. Andrzej Busler

Zniszczenia w dawnym ośrodku wypoczynkowym "Dalmoru" nad jez. Mausz. Fot. Andrzej Busler

Krajobraz po nawałnicy nad jez. Mausz. Fot. Andrzej Busler

Lasy pomiędzy Sulęczynem a Lipuszem. Fot. Andrzej Busler

 

Wspólne działanie

Bardzo ważnym aspektem od początku naszej akcji było dla nas punktowe działanie, dlatego cały czas byliśmy w kontakcie z dowództwem OSP Sulęczyno, której potrzeby w miarę upływu czasu zmieniały się. Podczas kolejnych transportów dostarczaliśmy żywność, środki opatrunkowe oraz sprzęt ratowniczy, którego zapasy zostały mocno nadwątlone podczas działań strażaków. W czasie kolejnych transportów ilość darów zwiększała się, zdarzały się wypadki, że jechaliśmy pięcioma, w pełni załadowanymi samochodami. Stolemową pracę wykonywało nasze Koło na Wielkim Kacku, wspólnie z miejscową parafią pw. Św. Wawrzyńca zebrali duże ilości darów. Sporą wkładu w tej kwestii włożyła przewodnicząca tego Koła – Izabela Denc i kolega, na którego zawsze można liczyć w kaszubskim działaniu – Franciszek Gurski. Kaszubi z Wielkiego Kacka organizowali także kolejne transporty (łącznie było ich pięć), służąc swymi samochodami. Do akcji dołączyły nasze kolejne gdyńskie koła – Cisowa i Północ – zbierając dary. Kolejną organizacją, która mocno nas wsparła było Stowarzyszenie Społeczny Komitet Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców 1970 w Gdańsku – w jego przypadku bardzo mocno pomogła Sławina Kosmulska, nagłaśniając naszą akcję w gdańskim środowisku. Pomocą w rozpropagowaniu informacji o zbiórce służyła również Miejska Biblioteka Publiczna w Gdyni. W dalszym ciągu zbiórka darów trwała w Kaszubskim Forum Kultury. Jego prezes Jerzy Miotke zdecydował dodatkowo o przekazaniu środków na najbardziej poszkodowaną rodzinę z gminy Sulęczyno. W wielu miejscach Kaszub otrzymywaliśmy wsparcie i dary od dyrektorów i pracowników instytucji kultury – Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie i Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach. Chwilę później do naszej akcji przyłączyły się: gdyński Teatr Maszoperia, działający przy Cechu Rzemiosł Różnych oraz Kaszubska Fundacja Pomocy wspólnie z IX Liceum Ogólnokształcącym z Gdyni. Pomocą służyło wiele osób prywatnych, nie tylko z Gdyni, ale także z sąsiedniego Gdańska, Rumi, Wejherowa, Kartuz oraz Wdzydz Kiszewskich. Za pośrednictwem „Pomeranii” jeszcze raz pragnę podziękować wszystkim Osobom i Instytucjom, którzy pomogli przekazując dary oraz wspierali nas dobrym słowem. Jeszcze w tym roku planujemy kolejny zakup sprzętu dla OSP Sulęczyno.

Remiza OSP Sulęczyno. Fot. Andrzej Busler

Dary dla Sulęczyna. Fot. Andrzej Busler

Dary dla Sulęczyna. Fot. Andrzej Busler

Członkowie ZKP Gdynia wspólnie z dh Andrzejem Rodą (drugi z lewej) w sulęczyńskiej remizie. Fot. Archiwum parafii Św. Wawrzyńca w Gdyni

 

Pokłosie

Wiele razy podczas niezwykle intensywnego miesiąca po nawałnicy zastanawiałem się nad rolą naszej organizacji? Czy nasze działanie powinno się ograniczać jedynie do pielęgnowania kultury i historii regionu? Czy też powinniśmy szerzej włączać się w życie społeczne i reagować na to co się dzieje tu i teraz? Akcja po nawałnicy uświadomiła mi z pewnością jedno – jako ZKP mamy rozbudowane struktury i kontakty z wieloma instytucjami, o których wiele organizacji może jedynie pomarzyć. Mamy także doświadczenie w działaniu. Czyż nie warto je wykorzystywać? Jeśli tak, to miejmy nadzieję, że życie nie będzie nas zmuszało do tego zbyt często. Chciałoby się dodać – najlepiej w ogóle. Wracając myślami do akcji po nawałnicy przypomina mi się myśl króla Kaszubów – ks. prałata Hilarego Jastaka, który mówił kiedyś o chrześcijaństwie, które bez czynu charytatywnego jest kompromitacją wiary. Niech ta myśl przyświeca nam w przyszłości w działaniu w trudnych chwilach.

 

Andrzej Busler

 

Kilka miesięcy później zostaliśmy zaproszeni przez sulęczyńskich strażaków na ich walne zebranie sprawozdawcze. Krótka relacja ukazała się o tym w "Gdińsczi Klëce" (1-2 kwartał, 2018 rok)

 

W gościnie w Sulęczynie

 

25 lutego 2018 roku gościliśmy w Walnym Zebraniu Sprawozdawczym OSP Sulęczyno w tamtejszej remizie. W spotkaniu uczestniczyło przeszło 100 osób – tamtejszych strażaków oraz zaproszonych gości: m.in. przedstawicieli Państwowej Straży Pożarnej, sąsiednich jednostek OSP, Nadleśnictwa Lipusz, Policji, władz gminy, księży tamtejszej parafii oraz naszego oddziału ZKP Gdynia, który w zeszłym roku prowadził akcję pomocy po nawałnicy. W sprawozdaniach strażaków i wypowiedziach gości to właśnie temat zeszłorocznej nawałnicy był najczęściej poruszaną kwestią.

Będąc w OSP Sulęczyno przekazaliśmy kilkadziesiąt sztuk siekier, szpadli, mioteł i łopat. Zostały one zakupione ze środków przekazanych na pomoc po sierpniowej nawałnicy przez człoków ZKP Gdynia oraz Teatru Maszoperia.

Serdecznie dziękujemy za miłe słowa podziękowań za nasze działania po nawałnicy ze strony dh. Andrzeja Roda oraz miłą gościnę.

AB

Członkowie ZKP Gdynia - prezesi: Andrzej Busler oraz Franciszek Gurski, przewodnicząca Koła ZKP Gdynia Wielki Kack - Izabela Denc oraz dh Andrzej Roda, wójt gminy Sulęczyno Bernard Grucza, dyrektor Zespołu Szkół w Sulęczynie Anna Słupikowska. Fot. Archiwum ZKP Gdynia

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium