Panna Klementyna czyli historia kaszubskiej chusty 2
Panna Klementyna czyli historia kaszubskiej chusty

Teatr

Panna Klementyna czyli historia kaszubskiej chusty

 

26 stycznia 2019 roku w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza odbyła się długo wyczekiwana premiera Przygód Remusa w reżyserii Krzysztofa Babickiego. Napisano o niej sporo i z pewnością jeszcze wiele przeczytamy w najbliższych tygodniach.

Remusowa tematyka od lat była w kręgu moich zainteresowań. Dzięki jej zgłębianiu miałem okazję obcowania z wieloma pięknymi miejscami Kaszub, ale co najważniejsze poznania niezwykle ciekawych ludzi. Były to wspaniałe wędrówki. Mijają lata, a do dziś wspominam gościnę u Felicji Baska-Borzyszkowskiej w Łubianie 2009 roku, wiele spływów kajakowych Śladami Remusa i spotkania z red. Edmundem Szczesiakiem oraz promocje wznowień Remusa, które prowadziłem w Bytowie, Kościerzynie, Sierakowicach, Pucku, Wejherowie i rodzinnej Gdyni. Te spotkania, oprócz przekazywania oraz nabywania wiedzy zawsze niosły ze sobą ciekawe zdarzenia. Podobnie było przed Remusową premierą w Gdyni. Dzień przed nią, w mojej rodzinnej firmie CZEC gościł człowiek, który jak twierdził: odbierał zamówienie dla małżonki – była to kaszubska chusta we wzory, zaprojektowane przez moją żonę – Małgorzatę Bądkowską, absolwentkę gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dodatkowo nabył pocztówki i naklejki kaszubskie. Zamieniliśmy parę słów, trochę pożartowaliśmy i na tym koniec. Można powiedzieć – klient jak inni.

Dzień później byłem na premierze Przygód Remusa w gdyńskim Teatrze. Po spektaklu odbyło się spotkanie z twórcami dzieła. Jedna z aktorek, grająca Klementynę oraz Stracha, przyozdobiła swą sukienkę podobną chustą, o której pisałem wcześniej. Pomyślałem – przypadek, takich chust sprzedajemy dziesiątki, ale mój wzrok wielokrotnie wędrował w jej stronę. Parę razy chciałem podejść i zapytać, ale podczas tego wieczoru spotkałem sporo znajomych z różnych części Kaszub, niektórych z nich dość długo nie widziałem i oczywiście starałem się z wszystkimi choćby chwilę porozmawiać. Nie dało mi to jednak spokoju i późnym wieczorem, po powrocie do domu sprawdziłem zamówienie i okazało się, że to właśnie panna Klementyna, a właściwie Agnieszka Bała – aktorka gdyńskiego Teatru Miejskiego, zamawiała dzień wcześniej chustę i kaszubskie gadżety, które jak się później okazało – podarowała swym koleżankom i kolegom – aktorom po premierze. Już w nocy napisałem maila i dzień później otrzymałem bardzo ciepłą odpowiedź. Przez kilka dni wymienialiśmy korespondencję o Remusie, o widzeniu książki i postaci Klementyny granej przez Panią Agnieszkę. Po tygodniu zaproponowałem wywiad. Pani Agnieszka spotkała się ze mną w przerwie między kolejnymi próbami teatralnymi w Teatrze Miejskim w Gdyni. Powitała mnie przyozdobiona w kaszubską chustę i kaszubskie kolczyki. Nasze spotkanie rozpoczęła od oprowadzenia mnie po Teatrze. W tym miejscu bywałem dziesiątki razy – na przedstawieniach i uroczystościach miejskich, ale pierwszy raz miałem możliwość zobaczyć teatr „od kuchni”. Byliśmy na scenie, w garderobie, a na końcu w sali, gdzie odbywają się próby. Tam rozpoczęliśmy dłuższą rozmowę o drodze artystycznej Pani Agnieszki, jej miejscu na ziemi, roli w Remusie i spostrzeżeniach na temat dzieła Aleksandra Majkowskiego.

W naszej wcześniejszej rozmowie wspominała Pani, że nie pochodzi z Kaszub?

– Tak, moje rodzinne strony to Warmia, a ostatnie dziesięć lat zanim przyjechałam do Gdyni, mieszkałam w Krakowie. W Gdyni jestem od przeszło dwóch lat.

Czy tematy kaszubskie były Pani wcześniej znane?

– O Kaszubach wcześniej nie wiedziałam zbyt wiele, podobnie było z dziełem Majkowskiego – Remusem. Moje zainteresowanie tym regionem i powieścią zaczęło się od rozpoczęcia pracy w naszym Teatrze nad Przygodami Remusa. Zawsze chcę dokładnie poznać dzieło, nad którym pracujemy, nie ograniczając się wyłącznie do kwestii związanych z moją rolą, więc rozpoczęłam od przeczytania powieści Majkowskiego.

Czy już wtedy Pani wiedziała o roli Klementyny?

– Tak, ale po przeczytaniu książki moje wyobrażenie o tej postaci bardzo się zmieniło. To ważna postać w tym dziele. Miłość Remusa i pani z Zaborów wzrusza do łez. Jest to jedna z najpiękniejszych historii miłości jakie czytałam w swym życiu. Klementyna mnie zachwyciła. Ta sceneria i symbole: wyspa Glonek na jez. Wdzydzkim, płonący jesion, krzyż i wiele innych. Jestem wdzięczna dyrektorowi, że obsadził mnie właśnie w tej roli. Po przeczytaniu adaptacji, która jak wiadomo, wydobywa jedynie najważniejsze wątki, przystępowałam do pracy z pytaniem: jak ukazać w tak wielkim skrócie tę piękną rolę i choćby musnąć głębię tej postaci? Drugą trudnością było to, że nasz spektakl kierujemy również do dzieci i trzeba poprowadzić tę postać tak, aby była ona również atrakcyjna dla młodego widza. Stąd właśnie takie pomysły jak wbieganie z widowni ze strzelbą, czy chociażby jazda na taczce. Tym bardziej, że w przedstawieniu jest dużo mrocznych elementów, więc chcieliśmy wprowadzić choć trochę radości.

Po obejrzeniu spektaklu miałem takie odczucie, że jest on skierowany głównie do widza dorosłego. Po wielu rozmowach z osobami, które były z dziećmi na przedstawieniu usłyszałem w większości inną opinię. Jakie są Pani obserwacje w tej kwestii – czy to także spektakl dla młodego widza?

Z moich obserwacji wynika, że tak. Dzieci z dużą uwagą oglądają Remusa, wydaje się to dużym osiągnięciem, bo to nie jest łatwy tekst i historia dla tej grupy wiekowej. Nasz dyrektor tworząc adaptację wydobył i zaakcentował piękne elementy baśniowe i z pewnością to przyciąga młodego widza i chyba dzieci „kupują” to w takiej formie i oglądają w skupieniu. Czasem, gdy gramy dla dzieci trudniejszy repertuar to jako aktorzy, odczuwamy na scenie rozproszenie uwagi u widza, w przypadku Remusa tego nie ma. Myślę, że taka forma okraszona sporą ilością niezwykle dynamicznych projekcji multimedialnych dociera do młodego odbiorcy. Mam taką nadzieję, że nasz spektakl ma i będzie miał dużą rolę popularyzatorską dla dzieła Majkowskiego – zarówno dla widza młodszego i starszego. Dzięki temu, z pewnością więcej naszych odbiorców sięgnie po książkę. Sama dyskusja na temat spektaklu jest ważna i także rozreklamowuje to dzieło. Chociaż jeśli chodzi o tę dyskusję, która miała np. miejsce po premierze studenckiej to my aktorzy nie jesteśmy przecież specjalistami od historii, od regionalizmu kaszubskiego, my raczej możemy mówić o swoich odczuciach i chyba o swojej intuicji odnośnie poszczególnych postaci i całego dzieła Majkowskiego.

Czy w pełni udało się przełożyć w przypadku Klementyny to wszystko co mamy w powieści?

– Na pewno nie wszystko, ponieważ ten wątek jest u Majkowskiego bardzo rozbudowany, a w spektaklu jest to zaledwie kilka scen. Mimo tego skrótu bardzo lubię grać Klementynę i czuję jej głębię. W książce, Klementyna opisana jest jako pochodząca z rodu Stolemów, w wersji scenicznej aby pokazać jej ponadczasowość, przynależność do świata mistycznego, zestawiliśmy tę postać z Królewianką. Nasza Klementyna to w końcówce spektaklu kolejne wcielenie Królewianki tu na ziemi. Po lekturze książki Majkowskiego wyraźnie widziałam główne cechy Klementyny – ona miała jasną wizję w swoim życiu i ją realizowała. Wiele kwestii było dla niej oczywistych, nie było w niej wątpliwości. To postać kobiety, która nie wątpi, która ma wiarę i czeka.

Chciałbym zapytać o powiązania Pani rodzinnego regionu – Warmii i Kaszub. Czy będąc od przeszło dwóch lat w Gdyni odnalazła Pani takowe?

– Nie ukrywam, że w momencie rozpoczęcia prac nad Remusem wybrałam się na zwiedzanie Kaszub, szczególnie zaciekawiły mnie kaszubskie jeziora. Widząc je, pomyślałam – zupełnie jak na Warmii, te mgły i cudowne lasy. Ta przyroda jest bardzo podobna do miejsca, z którego pochodzę. Patrząc od strony literackiej – na Warmii, a bardziej na Mazurach jest Smętk, podobnie jak na Kaszubach.

Ten mazurski był mocno rozpropagowany przez świetnego reportażystę Melchiora Wańkowicza.

– Zgadza się. Ten „nasz” jest postacią bardziej melancholijną, czasem uważany za złośliwego, a niekiedy za pomocnego diabła.

Jakie były Pani pierwsze wrażenia po zapoznaniu się książką Aleksandra Majkowskiego?

– To piękny, poetycki język. Dość specyficzny, mający swój rytm. Ten język w pewien sposób narzuca sposób interpretacji poszczególnych postaci i całego spektaklu. Największe wrażenie wywarło na mnie wspaniałe przemieszanie światów: realnego i fantastycznego. Zastanawiałam się skąd autor – Aleksander Majkowski miał tak głęboki wgląd w ludzką psychikę? To było zachwycające.

Czy po tym doświadczeniu „kaszubskim” jest to dla Pani zamknięta księga, czy początek kaszubskiej drogi?

– Zawsze mam szacunek do miejsca, w którym żyję, a tych krain było w moim życiu wiele. Przykładowo podczas kilku lat współpracy z Teatrem Lalek „Rabcio” w Rabce, często nosiłam chusty i korale góralskie. Będąc tutaj – zakładam kaszubską chustę, kolczyki z wzorami haftu kaszubskiego. Z pewnością będę w dalszym ciągu jeździć nad jeziora kaszubskie i poznawać kolejne miejsca tego regionu. Myślę, że to naturalne. Wszystko wskazuje na to, że z Gdynią zwiążę swoje życie, co najmniej na dłużej.

Czy przyjeżdżając dwa lata temu do Gdyni miała Pani świadomość, że osiedla się na kaszubskiej ziemi?

– Nie, wtedy nie. Wówczas było to dla mnie jedynie nowoczesne miasto. Zdziwiłam się widząc kaszubskie napisy na wjeździe do Gdańska. Kiedyś region kaszubski kojarzyłam głównie z Pojezierzem Kaszubskim. Nie identyfikowałam Kaszub z nadmorską krainą.

Kaszuby to także cała Norda – od Helu po Gdynię. Czy ma Pani swoją małą ojczyznę?

– Mieszkałam w tak wielu miejscach w swym życiu, że niestety takie pojęcie u mnie nie funkcjonuje. Żyjąc na Warmii zawsze chciałam stamtąd wyjechać, czułam że tak będzie. Pracując nad Remusem i dostrzegając podobieństwa tych regionów, uświadomiłam sobie piękno swej rodzinnej Warmii. Teraz widzę jej wspaniałą architekturę, wiele starych ceglanych domów, świątyń np. miejsca takie jak Jeziorany.

I Łężany, gdzie całkiem niedawno kręcono wiele scen filmu fabularnego Kamerdyner – chyba mamy więcej tych podobieństw. Być może tak jest, że aby dostrzec to piękno trzeba daleko wyjechać i po części to utracić?

– Tak, teraz inaczej widzę mój rodzinny Olsztyn, pięknie odnowiony w ostatnich latach. Tożsamość Warmii także ożywa. Na naszym rynku niedawno stanęły baby pruskie – jeden z historycznych symboli tego regionu, chociaż w dzieciństwie nie był mi znany, z przedszkola pamiętam jedynie warmińskie legendy. Mam poczucie, że obecnie w wielu miejscach jest taki powrót do historii, tożsamości czyli miejsca pochodzenia.

Będąc przeszło dwa lata w Gdyni jak odbiera Pani to miejsce?

Czuje się tutaj bardzo dobrze, zarówno zawodowo jak i prywatnie. Miałam to szczęście, że zanim osiedliłam się tutaj na stałe, przez rok grałam w gdyńskim Teatrze gościnnie, więc smakowałam tego nadmorskiego miejsca, ale wątpliwości przed dużą zmianą pojawiają się zawsze. Będąc jeszcze w Krakowie jechałam zamyślona tramwajem i nie pamiętam jak wtedy wywiązała się moja rozmowa z pewną starszą panią, która widząc moje zamyślenie, zapytała – nad czym tak mocno się pani zastanawia? Zaczęłam jej opowiadać o mojej sytuacji, że mieszkam od dziesięciu lat w Krakowie i stoję na życiowym rozdrożu – zostać czy przeprowadzić się do Gdyni? Otrzymałam zaskakującą odpowiedź – niech się pani nie zastanawia, Gdynia to jest okno na świat. Nie wiem jak to się stało, ale te słowa rozwiały moje wątpliwości. Byłam już pewna odnośnie mojej przyszłości w Gdyni

Jakie są Pani plany artystyczne w najbliższym czasie?

– Najbliższa premiera w naszym Teatrze czyli Bankiet Witolda Gombrowicza, gdzie gram trzy postacie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

Rozmowę z Agnieszką Bałą przeprowadził Andrzej Busler

 


Agnieszka Bała (Klementyna) i Grzegorz Wolf (Remus). Fot. Roman Jocher

Na deskach gdyńskiego Teatru. Fot. Roman Jocher

Agnieszka Bała (Klementyna) i Grzegorz Wolf (Remus). Fot. Roman Jocher

Spotkanie po premierze – Agnieszka Bała (druga z prawej) w kaszubskiej, tytułowej chuście. Fot. Roman Jocher

 

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł to polecamy tekst związany z najważniejszym dziełem Aleksandra Majkowskiego - Remusem - można go znaleźć - tutaj.

W kolejnym materiale znajdziesz informację o twórcy "Życia i przygód Remusa" - Aleksandrze Majkowskim - kliknij tutaj.

Polecamy także artykuł odnoszący się do premiery Przygód Remusa w Teatrze Miejskim w Gdyni - tekst jest dostępny tutaj.

 

Komentarze do wpisu (2)

21 lutego 2019

Świetny, interesujący wywiad i cały tekst. Gratulacje, pozdrawiam. Gerard Abraham

23 lutego 2019

Bardzo ciekawy wywiad i pięknie ze kaszubszczyzna zachwyca ludzi z innych regionów .

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl